Takie rozwiązanie może być korzystne dla wszystkich inwestorów. Członkowie Izby Domów Maklerskich już w kwietniu zarekomendowali, aby struktura akcjonariatu giełdy była zrównoważona pomiędzy Skarbem Państwa (powinien zachować mniejszościowy udział w kapitale giełdy), członkami giełdy, inwestorami obejmującymi akcje w ofercie publicznej oraz inwestorem strategicznym, który w umowie prywatyzacyjnej weźmie na siebie odpowiedzialność za tworzenie w Warszawie centrum finansowego dla Europy Centralnej.
- To w miarę bezpieczny podział. Przy takiej strukturze właścicielskiej GPW będzie się mogła rozwijać we właściwym kierunku - wyjaśnia Mariusz Staniszewski, szef zespołu doradztwa inwestycyjnego Credit Suisse Asset Management. Zdaniem inwestorów finansowych, taki akcjonariat mógłby powstrzymywać od kontrowersyjnych pomysłów Skarb Państwa lub inwestora branżowego. W takim przypadku spore znaczenie będzie mieć głos instytucji, z którymi zdecydowanie łatwiej będzie się porozumieć niż z inwestorami indywidualnymi.
Czy trwają prace
nad prospektem?
Gdyby GPW trafiła na giełdę, to będzie miała też w miarę odpowiedni free float. Z drugiej strony, inwestor branżowy mógłby kupić część akcji na rynku i od inwestorów finansowych. Gdyby miał np. 40%, to dużo łatwiej mógłby forsować na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy swoje pomysły.
Za prywatyzację będzie jednak odpowiedzialny już kolejny rząd. Jeszcze kilka tygodni temu prezes GPW Wiesław Rozłucki mówił, że obecny resort skarbu przed upływem kadencji może zlecić rozpoczęcie prac nad prospektem emisyjnym. - Nie mam informacji, że tak się stało - twierdzi M. Nienałtowska.