W piątek kurs spółki z Włoszczowej ustanowił historyczne maksimum - 63 zł (zamknięcie). Na następnej sesji spadł jednak o ponad 6%, do 59 zł. Wczoraj miała miejsce próba sił: przez kilka godzin w ogóle nie zawarto transakcji ze względu na rozbieżność ofert. Ostatecznie notowania wyniosły 60 zł (+1,7%), przy symbolicznych obrotach.
"Jest OK"
- Poniedziałkowy spadek był drastyczny i dla mnie zaskakujący - komentuje Ryszard Iwańczyk, dyrektor ds. ekonomiczno-finansowych ZPUE. - W spółce wszystko jest OK. Po naszej stronie nie można już chyba wiele więcej zrobić, żeby akcjonariusze byli zadowoleni. Myślę, że inwestorzy to doceniają, skoro w trakcie ostatnich sesji notowania sięgały nawet sporo powyżej 63 zł.
Zwraca uwagę, że wzrost kursu był napędzany przez dobre informacje płynące z przedsiębiorstwa. - Wypełniliśmy obietnice. Zdobyliśmy kontrakty na Łotwie, w Estonii. Ostatnio podpisaliśmy umowę ze Stoenem. Uzyskaliśmy dobre warunki cenowe. Zwiększa się majątek spółki, sprzedaż, a także zyski. Notowania musiały wzrosnąć, tym bardziej że mamy przy okazji dobrą koniunkturę na giełdzie - mówi R. Iwańczyk.
Przedstawiciele firmy zapewniają, że seria dobrych informacji jeszcze się nie zakończyła. Nieoficjalne prognozy spółki przewidują, że zysk sięgnie w tym roku 7 mln zł, a sprzedaż 132 mln zł. W zeszłym roku było to odpowiednio ponad 6 mln zł i 116 mln zł. Pierwsze półrocze jest tradycyjnie słabe, ze względu na sezonowość sprzedaży. Mimo to w tym roku widoczne były w tym okresie pozytywne trendy: większa liczba zleceń zaowocowała wzrostem przychodów, a w konsekwencji - wyższymi zyskami. Obroty zwiększyły się o 13,5% (48,8 mln zł w porównaniu z 43 mln zł rok wcześniej). W II kwartale spółka zarobiła 1,5 mln zł (o ponad 40% więcej), odrabiając z naddatkiem stratę z początku roku. Narastająco jest prawie 0,4 mln zł na plusie. Przed rokiem zysk za I półrocze sięgał prawie 1 mln zł, ale firmie pomogło rozwiązanie rezerw na początku 2004 r.