Nastroje wśród inwestorów cały czas są mocno spolaryzowane. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że systematycznie przybywa otwartych pozycji w kontraktach terminowych na indeks WIG20. Po wczorajszej sesji było ich już blisko 36,8 tys. - najwięcej w historii. Można to tłumaczyć dwoma faktami. Po pierwsze, kontrakty na wykresie kontynuacyjnym powoli oddalają się od górnej linii dwuletniego kanału wzrostowego. Potwierdza to nieudany atak na ten opór (2250 pkt). Jeżeli dodamy do tego średnioterminowe sygnały sprzedaży na wykresach wskaźników technicznych oraz zbliżającą się ofertę PGNiG, która może studzić zapał do kupna akcji w najbliższym czasie, to otwieranie krótkich pozycji wydaje się zrozumiałe.

Z drugiej jednak strony, kontrakty na WIG20 wciąż znajdują się w trendzie wzrostowym, którego linia przebiega w okolicy 2190 pkt (wykres liniowy). Oznacza to, że jest ona właśnie testowana i do czasu kiedy wynik tego testu nie będzie znany, z otwieraniem pozycji lepiej się wstrzymać. Biorąc pod uwagę fakt, że niedawno notowania wybiły się ponad średnioterminowy opór, co zmieniło trend na wzrostowy, z większym prawdopodobieństwem należałoby oczekiwać kontynuacji byczej tendencji. To jest z kolei argument za otwieraniem długich pozycji.

Niełatwo jest stwierdzić, który scenariusz będzie realizowany, ale dla bezpieczeństwa chyba lepiej wstrzymać się z grą na zniżkę. Argumentów przemawiających za kontynuacją trendu wzrostowego nie można kwestionować. Stracą one na znaczenie dopiero po przełamaniu linii hossy. Kontrakty właśnie na niej balansują. Jeżeli niedźwiedzie nie zostaną zatrzymane, to sygnałem sprzedaży będzie spadek poniżej dołka sprzed tygodnia (2168 pkt).