Sprawa dotyczy czterech funduszy emerytalnych: ING NN, Sampo, Generali oraz AIG. Fundusze te ustaliły sobie dość niskie limity wysokości opłaty za zarządzanie (od 10 mln zł miesięcznie w przypadku OFE ING NN do zaledwie 900 tys. zł miesięcznie w przypadku OFE Generali). Ale tych ustaleń dokonano w czasie, gdy OFE miały wolną rękę w kształtowaniu wysokości prowizji, pobieranej od składek klientów. Jednak potem doszło do nowelizacji ustawy o funduszach emerytalnych, która ograniczyła wysokość prowizji (do maksymalnie 7% do roku 2010, a potem ma ona znowu spaść). W rezultacie te cztery OFE znalazły się na gorszej pozycji niż inne.
W rezultacie zarządzające nimi Powszechne Towarzystwa Emerytalne wystąpiły do Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych o zgodę na zmianę statutów w taki sposób, aby zlikwidować dotychczasowe limity i podnieść opłatę za zarządzanie. Nadzór długo wstrzymywał się z rozpatrzeniem sprawy, aż wreszcie na ostatnim posiedzeniu podjął decyzję - nie zgodził się na zmianę statutów.
Jednak faktycznie ta decyzja dotyczy tylko jednego OFE - ING NN. Pozostałe trzy przed posiedzeniem poprosiły bowiem nadzór o zawieszenie postępowania. Jak wyjaśnił przedstawiciel jednego z nich, chodziło o uzyskanie czasu na zapoznanie się z nowymi dokumentami w tej sprawie, które ostatnio trafiły do KNUiFE. Całkiem możliwe jednak, że towarzystwa po prostu uznały, że teraz nie ma szans na zgodę nadzorcy i dlatego się wycofały. Na placu boju pozostał ING NN.
- Zawsze byliśmy głęboko przekonani o słuszności naszych argumentów i chcieliśmy, aby zostały one rozpatrzone - powiedział Jarosław Jamka, wiceprezes PTE ING NN. - Obecna sytuacja powoduje, że limit wysokości opłaty za zarządzanie, liczony jako odsetek aktywów, w naszym przypadku wynosi 0,06%, podczas gdy w innych OFE jest to 3,06% aktywów.
J. Jamka stwierdził także, że PTE ING NN nie zrezygnuje z prób zmiany limitu.