Z początkiem września wchodzi w życie nowelizacja ustawy o autostradach płatnych, na podstawie której kierowcy aut powyżej 3,5 t nie muszą płacić myta, jeżeli okażą winietę. To oznacza straty dla zarządców dwóch płatnych autostrad w kraju: Autostrady Wielkopolskiej i Stalexport Autostrady Małopolskiej. Sejm przyjął co prawda w ustawie zasadę, że należy się im odszkodowanie od państwa w wysokości 70% traconych przychodów z ruchu ciężarówek, ale posłowie nie określili jednak precyzyjnie podstawy, od której owa rekompensata będzie naliczana.
Przez ostatni miesiąc był to główny temat rozmów przedstawicieli AW i SAM z kierownictwem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, wspartej doradcami z Ernst & Young i prawnikami kancelarii Domański, Zakrzewski i Palinka. GDDKiA udało się wynegocjować... przedłużenie rozmów o miesiąc. Rzeczywisty koszt rekompensat poznamy zatem pod koniec września, kiedy nadejdzie czas na pierwsze rozliczenie.
W ten sposób Dyrekcja zyskała czas na zebranie pierwszych danych, ile ciężarówek przestanie omijać autostrady. Przykładowo, AW szacuje, że A-2 od Konina do Nowego Tomyśla mogłoby poruszać się nawet 5,5 tys. TIR-ów dziennie. Z uwagi na myto, z autostrady korzystało tylko 2-2,5 tys. pojazdów. Powstaje więc pytanie: czy za wykreowany "ustawowo" dodatkowy ruch należy się koncesjonariuszom odszkodowanie.
Zniesienie opłat nie musi wcale oznaczać, że na A-2 i A-4 wrócą wszystkie "zagubione" ciężarówki. Okazuje się, że część przewoźników oszczędzała do tej pory na obowiązkowej opłacie drogowej, wykupując winiety jednodniowe (najtańsza kosztuje 5 zł), na których kierowca sam wpisuje datę. Ponieważ druk winietowy był ważny przez tydzień, a kontroli było bardzo mało, co "sprytniejsi" korzystali z tzw. jednodniówek aż przez 7 dni. Nic więc dziwnego, że stanowiły one w Polsce aż 57% sprzedanych kart opłat drogowych. Kierowcy, którzy je kupują, zastanowią się więc, zanim wybiorą autostradę.