WIG20 na poziomie tegorocznego maksimum, będącego jednocześnie wartością najwyższą od ponad pięciu lat - to fakt najlepiej potwierdzający trend wzrostowy. Tyle tylko, że pojawiające się coraz liczniej przeciwstawne czynniki utrudniają odpowiedź na pytanie, czy szczyt tego trendu jest kwestią najbliższej przyszłości, czy może czeka nas jeszcze fala euforycznej zwyżki. Zacznijmy może od argumentów, które przemawiają za kontynuacją trendu. Bardzo ważnym wydarzeniem jest wybicie WIG20 w górę z długoterminowego rosnącego kanału. Przebita została linia biegnąca po kilku kluczowych szczytach wieńczących najważniejsze fale wzrostowe w ramach hossy trwającej od ponad dwóch lat. Sam ten fakt może zapowiadać osiągnięcie przez WIG20 przynajmniej 2500 pkt, a tym samym pokonanie historycznego maksimum z marca 2000 r. W dłuższym okresie można oczekiwać wzrostu nawet do 2700 pkt z uwagi na szerokość wspomnianego kanału. Wybicie z tej formacji może być impulsem do dalszej krótkoterminowej zwyżki. Nie da się wykluczyć, że załamanie fali wzrostowej poprzedzi euforyczna fala zakupów przypominająca sierpień 2003 r.

Nietrudno znaleźć jednak argumenty sugerujące, że kres zwyżki jest już nieodległy. Bliskie tegorocznym rekordom obroty na ostatnich dwóch sesjach to tylko jeden z niekorzystnych czynników. Handel akcjami WIG20 rzędu 1 mld zł w końcu lutego był trafnym sygnałem, że kształtuje się właśnie szczyt notowań. Kolejna sprawa to negatywne dywergencje na wskaźniku MACD. Po pierwsze, w przeciwieństwie do WIG20, nie powrócił on do szczytu z sierpnia. Po drugie, maksimum to pokrywa się ze szczytem z lutego. Można więc mówić o dywergencjach w krótkiej, jak i średniej perspektywie. Na koniec trzeba zwrócić uwagę na zachowanie prostego oscylatora obliczonego jako różnica między aktualnym poziomem indeksu a średnią kroczącą ze 100 sesji. Znalazł się on na wysokości serii szczytów począwszy od marca 2004 r. To oznacza, że wykupienie rynku osiągnęło skalę uzasadniającą zakończenie fali wzrostowej.