To był prawdziwy bokserki lock-out! Jeżeli ktokolwiek do tej pory miał wątpliwości, kto rządzi na rynku, teraz nie powinien mieć żadnych. Oczekiwania większości inwestorów na spadek indeksów tym razem nie sprawdziły się. Akcje najważniejszych blue chipów zostały "zmiecione" z podaży. Wielomiesięczne szczyty, a niekiedy wręcz rekordy wszech czasów nie zniechęciły inwestorów do dalszych zakupów. Obroty na rynku pod koniec ubiegłego tygodnia skoczyły do kosmicznych wartości, na czwartkowej i piątkowej sesji przekraczając dawno nie widziany jeden miliard złotych.

Do środowej sesji można było podejrzewać, że za zwyżką kursów kryją się rodzime fundusze inwestycyjne (na rynku walutowym złoty zachowywał się stabilnie). Czwartkowa sesja nie pozostawiła jednak wątpliwości, że na rynku pojawili się inwestorzy zagraniczni. Pretekstem do wzrostu stała się zwyżka ropy naftowej. W normalnych okolicznościach droga ropa to nic dobrego dla giełdy, gdyż w dłuższej perspektywie grozi to pogorszeniem wyników spółek i z pewnością hamuje wzrost gospodarczy na świecie.

Kierowanie się logiką w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych jest jednak w tym roku mało skuteczne, więc coraz większe grono inwestorów jest kompletnie zdezorientowanych, gdyż jest źle, a ktoś im próbuje udowodnić, że jest dobrze. Stąd być może tak ujemna baza pomiędzy futures a WIG20.

Presja korekty po ostatnim wzroście będzie jeszcze większa niż do tej pory. Realnie jednak nie daję większych szans na głębszy spadek (nie powinna wynieść więcej niż 5%), tym bardziej że ostatnie "zebranie" akcji było na tyle mocne, że potencjalnych sprzedających akcje PKN, Pekao czy też Lotosu jest niewielu. To jest wzrost na "ludzkim strachu", gdyż niewielu drobnych inwestorów odważy się kupić tak "drogie" akcje. Jestem przekonany, że ten stan rzeczy utrzyma się w dłuższej perspektywie i po fakcie okaże się, że była to hossa dla "wybrańców" i tak naprawdę mało kto na niej zarobił. Na razie czeka nas teraz dłuższe uspokojenie nastrojów po ostatniej szarży byków. Szczególnie że obroty zapowiadają "wyjście". To jednak nie koniec hossy!