Reklama

Żonglerka danymi

Publikacja: 03.09.2005 08:31

Politycy prześcigają się teraz w podawaniu dobrych informacji na swój temat, i złych - na temat wyborczych konkurentów. Konia z rzędem temu, kto umie odsiać rzetelne, choć dla niektórych czasem niewygodne doniesienia , od "czarnego PR". Na rynku finansowym bywa podobnie. Ale nie tylko z "czarnym PR" jest kłopot.

W branżowym piśmie "pijarowców" natknąłem się ostatnio na analizę działań reklamowych i promocyjnych w branży piwowarskiej. Moją uwagę zwróciły szczegółowe dane, dotyczące "kontekstu publikacji" na temat poszczególnych browarów i ich poczynań. Podział był prosty: kontekst pozytywny, negatywny lub neutralny. Można by go zapewne zastąpić innym, np. publikacje prawdziwe i nieprawdziwe, ciekawe i nieciekawe, mądre i głupie albo przydatne i nieprzydatne. Ostatecznie jednak klasyfikacja jest tylko pochodną intencji, potrzeb i celów osób, które badania prowadzą lub zamawiają.

Trzymajmy się jednak wspomnianego kontekstu. Przyczynkiem do rozważań o sztuce upowszechniania informacji mogą być np. komunikaty prasowe rozsyłane przez firmy lub służby PR-owskie przy okazji publikacji kwartalnych wyników przez giełdowe przedsiębiorstwa.

Wyobraźmy sobie spółkę, która ma w sumie niezłe wyniki, ale której rezultaty za ostatni kwartał są (przynajmniej w zakresie podstawowej działalności) sporo słabsze niż na początku roku. Wskazują na to np. niższa sprzedaż i mniejszy zysk ze sprzedaży. To, oczywiście, niekoniecznie jest ten kontekst, o który chodzi przedsiębiorstwu czy jego - wewnętrznym lub zewnętrznym - służbom. Nic prostszego więc, jak niewygodne fakty pominąć. Można wówczas z entuzjazmem obwieścić, że wyniki są zdecydowanie lepsze niż w porównywalnych okresach (II kwartał, I półrocze) poprzedniego roku. A jeśli są lepsze ze względu na zdarzenia jednorazowe, nadzwyczajne okoliczności czy "papierowe" (księgowe) ruchy? O tym się zwykle nie mówi. Chyba że jest na odwrót - rezultaty są gorsze po uwzględnieniu tych okoliczności. Wtedy się mówi chętnie i dużo, zapewne słusznie zresztą.

Można też jeszcze inaczej. W komunikacie prasowym czytamy, że konsekwentne działania zarządu spowodowały poprawę wyników operacyjnych firmy w II kwartale. Że przychody wzrosły (ani słowa o sezonowości), a spółka odnotowała wysoki zysk brutto ze sprzedaży. Utrzymała też w ryzach koszty. I "na przyczepkę" - że w I półroczu osiągnęła zysk brutto i netto. Wszystko prawda. Podobnie jak to, że w II kwartale przedsiębiorstwo miało wysokie straty: operacyjną i netto, o których nie pada ani jedno słowo, ale z powodu których notowania zanurkowały. W zamian: "ucieczka do przodu" i gęste zapewnienia o tym, że będzie jeszcze lepiej. Czasem "strategia pomijania" nie wchodzi w grę. Dobrze, jeśli np. informację o wysokiej stracie za I półrocze można "osłodzić", mówiąc o zysku netto w II kwartale. I o wielu innych oznakach poprawy. Oraz o tym, że rozwój kosztuje. Pewnie dlatego nie warto już wspominać, że mimo rynkowej ekspansji sprzedaż jest niższa niż przed rokiem, a wyniki bez porównania gorsze. I że aktualne zyski są marnej jakości. Czy warto wdawać się w szczegóły, które nie pasują do kontekstu?

Reklama
Reklama

Przykłady można by mnożyć. Bilans czy rachunek wyników obejmują tak dużo danych, że zawsze można wybrać takie, które wyglądają lepiej niż przed rokiem albo w poprzednim kwartale. A jeśli i z tym jest kłopot - można się skupić na procesach i planach, których pozytywne efekty na pewno są - jakżeby inaczej - jeszcze przed nami.

Wiadomo: nie wszyscy czytają raporty bieżące czy kwartalne (ba - nie wszyscy mają do nich dostęp, choć dla inwestorów powinna to być lektura obowiązkowa) i nie wszyscy mają możliwość zweryfikowania doniesień powielanych, nie zawsze, niestety, krytycznie, przez najróżniejsze media. W świat płyną więc szerokim strumieniem komunikaty "z kontekstem". Zawierają poprawne dane i wnioski. W obszarze, którego dotyczą. Innych obszarów, czasem grzęzawisk, wcale nie dotykają. Pytanie tylko, czy to jeszcze sztuka informacji, czy już - nie daj Boże - manipulacji? A może żonglerki? Informacją, oczywiście.

Wyniki można poprawić, notowania też, ale zaufanie już nie tak łatwo odbudować. Politycy mogą sobie pozwolić na ignorowanie tej starej, znakomicie znanej na rynku kapitałowym, prawdy. Oni działają w krótkiej perspektywie: za cztery czy pięć lat znikną lub najwyżej zostaną wyrzuceni z "publicznego obrotu". Szanujące się spółki giełdowe takiego scenariusza nie biorą pewnie pod uwagę. Czy nie powinny być zatem bardziej dalekowzroczne?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama