Od połowy sierpnia przez dwa tygodnie na GPW panował marazm. Wszyscy czekali na powrót zagranicznych inwestorów. Giełdowy kalendarz wskazywał, że poważniejsze ruchy zaczną się najwcześniej od przełomu sierpnia i września. Faktycznie, w ostatnim tygodniu zagranica zalała rynki wschodzące świeżym kapitałem. Kilkanaście sesji marazmu wynagrodzone zostało z nawiązką, a dynamika ruchu i obroty w ostatnim tygodniu należały do rekordowych. Bykom sprzyjało absolutnie wszystko, a w szczególności... złe wiadomości.
Tydzień bez prognoz
O podstawach tego wzrostu - za chwilę. Zacznę od zwrócenia uwagi na zachowanie części inwestorów, w tym zapewne Czytelników. Mowa o fatalnym zwyczaju, któremu sam czasem ulegam, poszukiwania momentów zakończenia wyraźnego trendu. Z reguły rozpoczyna się to już w momencie jakiegokolwiek zdynamizowania ruchu. Dobrą tego ilustracją wciąż pozostaje baza na kontraktach, która w perspektywie kilku sesji niemal zawsze zmienia wartość w kierunku przeciwnym do kształtującego się trendu. Przykładowo, tydzień poprzedzający rekordowy wzrost zakończyliśmy bazą ponad 40 pkt. punktów poniżej zera, gdy indeks WIG20 sięgnął poziomu najwyższego od 7 sesji. To trochę tak, jakby inwestorzy korzystający z systemów transakcyjnych zawierali transakcje przeciwne do wygenerowanych przez rynek sygnałów.
Problem mają też analitycy, gdyż odbiorcy analiz szczególnie chętnie poszukują wszelkich wskazówek właśnie w momencie rynkowych zawirowań i dynamicznych zmian. A tutaj znowu powinno być odwrotnie. Analitycy powinni prognozować kierunek kolejnego ruchu najczęściej w trakcie trwającej konsolidacji, a gdy dochodzi już do wybicia, triumfalnie (lub z pokorą) namawiać do trzymania się obowiązującego trendu. Bardzo często dochodzi bowiem do sytuacji, w której na pewnym etapie trendu giełdowy parkiet nie rządzi się już racjonalnymi przesłankami, a kontrolę nad nim przejmują emocje i chciwość. Gdyby było inaczej, hossy internetowej nigdy by nie było. W takim razie w najbliższym tygodniu należy zapomnieć o prognozowaniu, trzymać się trendu i jedynie reagować na ewentualne sygnały słabości rynku. Takich na razie było jeszcze zbyt mało.
Dobre złe dane