W czerwcu JC Auto kupiło od spółki Auto ABC segment przedsiębiorstwa zajmujący się dystrybucją części do samochodów zachodnioeuropejskich (firma zajmuje się jeszcze działalnością poligraficzną). Przejęcie, które kosztowało 8,9 mln zł, dało giełdowej firmie dostęp do odbiorców części do samochodów europejskich. - Znacznie zwiększyliśmy możliwości sprzedaży, co w przyszłości zaowocuje dużą dynamiką przychodów w tym segmencie rynku - wyjaśnia Jerzy Grabowiecki, prezes JC Auto.
Od kilku miesięcy JC Auto poszerza ofertę o części do zachodnioeuropejskich samochodów, które dają już kilkanaście procent sprzedaży (wcześniej ok. 6%). To był jeden z celów emisyjnych ubiegłorocznej IPO. Także m.in. dzięki rozszerzeniu asortymentu firma mogła prognozować, że przychody w 2005 r. wyniosą 181 mln zł, czyli o 34,5% więcej niż w ubiegłym roku. Tegoroczny zysk ma się zwiększyć o 32,7%, do 14,6 mln zł. Po I półroczu grupa miała 84,2 mln zł przychodów i 9,5 mln zł zysku netto. - Z naszego punktu widzenia koniunktura na rynku jest dobra. Sprzedaż idzie zgodnie z planem. Zysk za pierwsze półrocze był więcej niż zadowalający. Zarząd nie wyklucza korekty prognoz in plus. Ostateczna decyzja zapadnie wkrótce - tłumaczy J. Grabowiecki.
Firma jest w trakcie zmiany siedziby i magazynów. Przeprowadzka do nowego centrum logistycznego miała rozpocząć się w lipcu. Tak jednak się nie stało. JC Auto zacznie się przenosić dopiero w tym tygodniu, a zakończy proces w połowie grudnia. Jak tłumaczą przedstawiciele przedsiębiorstwa, opóźnienie zostało spowodowane nieprzewidzianymi i niezależnymi od firmy utrudnieniami, które jednak zostały usunięte. Jakie to powody, nie ujawniają.
Inwestorzy pozytywnie przyjęli wyniki finansowe i strategię JC Auto. Akcje od czerwca zyskują na wartości. W tym czasie papiery dały już zarobić ponad 25%. Wczoraj za walor płacono 33,5 zł. - Pierwsze dwa kwartały potwierdziły, że jesteśmy stabilną firmą, w którą warto inwestować. Inwestorzy nagrodzili nas za konsekwentną realizację celów przy zachowaniu wysokiej dochodowości - komentuje J. Grabowiecki.