Ogólne standardy zużycia paliwa dla producentów nie zmienią się. Przeciętne auto wyprodukowane w USA musi średnio przejeżdżać 27,5 mili na galonie benzyny (w ten sposób mierzona jest efektywność amerykańskich aut), czyli około 8,7 l na 100 km. Biały Dom zaostrzył natomiast normy dla cięższych aut. Docelowo najmniejsze auta terenowe i ciężarowe mają przejeżdżać średnio 28,4 mili na galonie benzyny, a największe - 21,2 mili. Utworzono przy tym sześć nowych kategorii większych samochodów, precyzując normy dla każdej z nich.

Według Jeffreya Runge?a, szefa National Highway Traffic Safety Administration (NHTSA), administracja chce w ten sposób zmusić amerykańskich producentów samochodów do opracowania nowych, oszczędniejszych technologii.

Na decyzję NHTSA pozytywnie zareagowały amerykańskie koncerny samochodowe, ale ogłoszone przepisy skrytykowali jednak zarówno ekonomiści, jak i organizacje zajmujące się ochroną środowiska jako zbyt zachowawcze. Niewielkie zaostrzenie standardów (średnio o 2 mile na galonie benzyny) nie wpłynie zasadniczo na zmniejszenie technologicznego dystansu, jaki dzieli Amerykanów od Japończyków, którzy wyspecjalizowali się przede wszystkich w produkcji samochodów z napędem hybrydowym. Nie zmniejszy także uzależnienia USA od importu paliw płynnych. - Administracja straciła okazję do zasadniczego ograniczenia konsumpcji ropy naftowej - stwierdził Dan Lashof, naukowiec z National Resources Defense Council. Decyzja Białego Domu nie wpłynie także na ceny paliwa. Amerykanie już teraz płacą rekordowe ceny za galon (3,8 l) benzyny, a pozytywne skutki zaostrzenia norm (jeśli takie będą) widać będzie dopiero za kilka lat.

Nowy Jork