Na ten rok polska filia holenderskiego Rabobanku, specjalizująca się w obsłudze firm z sektora rolnego i przetwórstwa żywności, planuje zysk w granicach 9-10 mln zł. Od stycznia do sierpnia bank zarobił na czysto 5,9 mln zł, więcej niż przez cały ubiegły rok. Taki wynik daje zwrot na kapitale na poziomie 6,9%. - Z punktu widzenia grupy to nie jest niski wskaźnik - powiedział Dariusz Ledworowski, prezes filii Rabo. Jego zdaniem, za taki mógłby uchodzić ROE niższy od dochodów, jakie daje inwestycja w papiery skarbowe. Według Ledworowskiego, Rabo należy porównywać pod względem dochodowości nie z bankami detalicznymi, które mają dostęp do taniego pieniądza, ale z innymi bankami korporacyjnymi, w 100% kontrolowanymi przez zagraniczne grupy finansowe.
W końcu sierpnia wartość kredytów dla firm w portfelu Rabo była o 74% wyższa niż rok wcześniej. Przekraczała 1,65 mld zł. Na podstawowej działalności bank zarobił w pierwszych ośmiu miesiącach 22,2 mln zł, o 22% więcej niż przed rokiem.
Prezes Ledworowski zwrócił uwagę na spadające marże, które zmuszają do powiększania skali działania. W przypadku Rabobanku sposobem na zwiększenie aktywności ma być zajęcie się nowymi sektorami: energetyką i farmaceutyką (od pewnego czasu bank obsługuje firmy telekomunikacyjne). - To są sektory ze stabilnym popytem, a poza tym nasza grupa ma duże doświadczenie w ich obsłudze - wyjaśnił. W przypadku firm energetycznych bankowi udało się sfinalizować jak dotąd jedną transakcję. - Trzy kolejne są "w obróbce" - powiedział Jacek Szugajew, członek zarządu polskiego Rabobanku.
100% akcji banku należy do Rabobank International, który jest również właścicielem 35% udziałów w Banku Gospodarki Żywnościowej. Polskie banki podzieliły się rynkiem - BGŻ obsługuje małe i średnie firmy, a filia Rabo - duże. Jak zadeklarował D. Ledworowski, są przymiarki do tego, by klienci Rabo mieli dostęp do placówek BGŻ.