Władimir Putin rozmawiał z greckim premierem dzień po uroczystym podpisaniu w Berlinie porozumienia o budowie gazociągu pod Bałtykiem z Rosji do Niemiec z pominięciem Polski. Rurociąg do Grecji ma ominąć Turcję.
W czasie prezydentury Putina rosyjski rząd wyraźnie umacnia kontrolę nad sektorem naftowym i gazowym i szuka rynków zbytu na te surowce, których eksport zapewnia tamtejszej gospodarce niebywałą koniunkturę. Unia Europejska, największy na świecie blok handlowy, konkuruje z Chinami i Japonią o rosyjskie paliwa. - Nasza współpraca będzie niewątpliwie korzystna dla całej europejskiej społeczności. Korzyści byłyby jeszcze większe, gdybyśmy rozszerzyli nasze projekty o dostawy rosyjskiego gazu przez Grecję do południowej, a nawet zachodniej Europy - przekonywał Putin Karamanlisa.
W maju spółki z Rosji, Bułgarii i Grecji, a także przedstawiciele rządów tych państw uzgodnili powołanie przedsiębiorstwa, które ma zbudować 300-kilometrowy naftociąg z bułgarskiego portu Burgas nad Morzem Czarnym do śródziemnomorskiego portu Aleksandroupolis w Grecji. Inwestycja ta ma kosztować ok. 700 mln euro i dzięki niej tankowce z rosyjską ropą nie będą musiały tłoczyć się w cieśninach Bosfor i Dardanele. Obecnie władze tureckie często obwiniane są za opóźnienia w tych transportach.
W 1997 r. Rosja, aby ominąć Bułgarię, namówiła Turcję do budowy gazociągu przez Morze Czarne. Inwestycja była tak droga, że ceny gazu w Turcji wzrosły średnio o 12%, a łączne tureckie straty do 2007 r. mogą sięgnąć 6 mld USD.
Bloomberg