W piątkowy poranek niewielu miało pomysł na przebieg sesji. Zresztą dotyczy to całego tygodnia, w czasie którego wciąż bujaliśmy się na jednym poziomie. Tym razem jednak schematyczną w tym tygodniu konsolidację poprzedził poranny dynamiczny rajd, który został wymuszony przez zachowanie węgierskiego parkietu. Po raz kolejny zachowanie regionu nie pozostawiło wyboru GPW i było swoistym byczym ubezpieczeniem.

Tym razem jednak nasuwa się znacznie więcej wątpliwości. Skoro to zagraniczny kapitał podniósł indeksy (w tym spółki paliwowe, mimo dalej trwającej korekty cen ropy), to warto zauważyć, że akcyjnego impulsu wzrostowego nie poprzedziło (lub przynajmniej towarzyszyło) umocnienie złotego i forinta czy też rynku długu. Wręcz przeciwnie. Na obu rynkach mamy stabilizację po korekcie i inwestorzy spokojnie czekają na publikację środowych danych o inflacji.

Trzeba też zwrócić uwagę, że WIG20 zatrzymał piątkowy wzrost (2350,02 pkt) tuż pod szczytem hossy (2354,07) sprzed tygodnia. Daleki jestem od stwierdzenia, że samo to może oznaczać słabość rynku. Niemniej jednak, gdyby teraz zmieniły się nastroje, to widmo podwójnego szczytu mogłoby zdynamizować spadkową korektę. Negatywna wymowa podwójnego szczytu na warszawskich indeksach błyska-

wicznie potrafi być przekładana na przyspieszenie spadków, nawet jeszcze przed sygnałem sprzedaży. Po prostu wielu inwestorom łatwo taką formację rozpoznać i często powoduje to odruch stadny.

Na razie proszę jednak traktować to jako formę ciekawostki, bo nie widać jeszcze żadnej podaży na GPW, a apetyt na ryzyko pozostaje ogromny. Dowodem tego niech będzie fakt, że po raz pierwszy w głównych serwisach nie widziałem żadnej choćby tylko wzmianki o zbliżającej się rocznicy 11 września i związanymi z tym obawami przed zamachem.