Proszę sobie wyobrazić poważnych analityków (służby limitowe), z jeszcze bardziej poważnych instytucji (niech będą to najaktywniejsi na naszym rynku inwestorzy zagraniczni). Najpierw ze zdumienia przecierają oczy, następnie usiłują poprawić widoczne na ekranach cyferki (poprzez rytmiczne poklepywanie w obudowy monitorów), a następnie urządzają karczemne awantury technikom, szukając winnych popsucia formuł służących do wyliczania wskaźników limitowych.
Co też musieli zobaczyć na ekranach komputerów, że aż tak dali się wyprowadzić z równowagi? Zobaczyli aktualną dla Polski wartość wskaźnika pokrycia deficytu bilansu obrotów bieżących napływem kapitału zagranicznego (inwestycji bezpośrednich oraz kapitału portfelowego). Wypada przypomnieć, że wskaźniki te są obserwowane dość skrupulatnie, należą bowiem do grupy najważniejszych spośród grona tzw. ostrzegaczy przed kryzysem walutowym. Służą też jako jeden z komponentów do wyznaczania maksymalnego limitu zaangażowania wobec badanego kraju. Ich poprawa stosunkowo szybko przekłada się więc na napływ dodatkowych środków na nasz rynek.
Po czerwcu prezentowały się wręcz zadziwiająco dobrze. W miesiącu tym bezpośrednie inwestycje zagraniczne miały dodatnie saldo na poziomie 198 mln EUR, wobec 83 mln EUR w maju i 260 mln EUR przed rokiem. Roczne kroczące saldo inwestycji bezpośrednich obniżyło się w tym czasie jedynie kosmetycznie, z 3 730 mln EUR w maju do 3 668 mln EUR. Podobnie prezentowała się sytuacja w przypadku inwestycji portfelowych. W czerwcu wpływy w pozycji tej wyniosły 498 mln EUR, wobec 3 169 mln EUR w maju oraz notowanego przed rokiem napływu sięgającego 1 110 mln EUR. Dwunastomiesięczne kroczące saldo inwestycji portfelowych uległo zmniejszeniu z 14 710 mln EUR w maju do 14 098 mln EUR miesiąc później. Tyle że była to korekta po fazie wzrostu, a czerwcowy poziom raczej trudno zaliczyć do mizernych. Szczególną rolę w czerwcu odegrały dane o bilansie obrotów bieżących. Wypracowana w czerwcu nadwyżka w wysokości 222 mln EUR pozwoliła zmniejszyć jego rozmiary w ujęciu rocznym kroczącym do zaledwie 224 mln EUR, tj. 0,1% PKB.
Czerwcowa poprawa salda rocznego stanowiła kontynuację doskonałej serii obserwowanej w ostatnich miesiącach. Kiedy jeszcze w październiku 2004 r. deficyt liczony za ostatnich dwanaście miesięcy wynosił 3901 mln EUR, to w marcu br. było to już jedynie 1 928 mln EUR, a w czerwcu wzmiankowane już 224 mln EUR.
Poprawa tej skali miała kapitalne znaczenie dla poziomu wskaźników pokrycia deficytu napływem kapitału zagranicznego. By wyeliminować wpływ pojedynczych - często przypadkowych - wahań poszczególnych pozycji bilansu płatniczego, wzmiankowane wyżej wskaźniki oblicza się na danych rocznych kroczących. Zazwyczaj przyjmuje się, że przyzwoity poziom pokrycia deficytu bilansu obrotów bieżących napływem kapitału bezpośredniego zaczyna się przy takim ujęciu od 50%. W Polsce od początku 2000 r. do końca trzeciego kwartału roku 2004, wskaźnik ten utrzymywał się dość systematycznie w okolicach 100%. Począwszy od końcówki roku ubiegłego zaczął dość wyraźnie rosnąć (razem ze spadkiem rocznego kroczącego deficytu bilansu obrotów bieżących). W czerwcu jego wartość wzrosła z majowych 477% do 1638%. Jeszcze bardziej abstrakcyjnie prezentował się wskaźnik pokrycia deficytu napływem kapitału portfelowego - który wzrósł z 1881% do 6294%. Trzeba przyznać, że owe procenty na pierwszy rzut oka faktycznie wyglądają jakby "gdzieś się coś popsuło".