Obroty na giełdach derywatów rosną jak na drożdżach. Dzięki lepszym systemom transakcyjnym obsługa zleceń jest coraz tańsza, a prowizje nie spadają. - Biorąc pod uwagę rozwój rynku i postęp technologiczny, inwestorzy chcieliby również doświadczyć płynących z tego korzyści - stwierdził Alan Yarrow, przewodniczący LIBA, podczas ubiegłotygodniowej konferencji w szwajcarskim Burgenstock.
Organizacja mająca siedzibę w Londynie skupia największe na świecie banki i domy maklerskie. Apeluje do giełd derywatów, np. niemiecko-szwajcarskiego Eurex czy londyńskiej Euronext.Liffe o obniżkę opłat co najmniej od roku. Zdaniem Yarrowa, czas oczekiwania na reakcję stał się nadzwyczaj długi, dlatego presja powinna się zwiększać.
Giełdowi operatorzy są tymczasem między młotem a kowadłem. Z jednej strony klienci żądają niższych prowizji, z drugiej muszą liczyć się z udziałowcami, którzy domagają się jak najwyższych zysków. Giełdy próbują godzić obie strony. Tłumaczą, że prowizje stopniowo spadają. Przedstawiciele Euronext.Liffe podają przykład opłat za handel opcjami na akcje, które spadły w tym roku o 25%. Eurex twierdzi, że ich oferta jest najatrakcyjniejsza na tle konkurencji.
Według niedawnego raportu Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS), obroty na giełdach derywatów pochodnymi na stopy procentowe, waluty i indeksy akcji wzrosły w minionym kwartale o 11%, w stosunku do poprzedniego. Giełdy nierzadko zaś informują, że handel derywatami na ich parkietach zwiększa się o więcej niż jedna piąta w skali roku.