Piątkowy ruch w górę złamał świeże jeszcze opory i ustanowił kolejne maksima. Zdecydowało to ostatecznie o kierunku zmian na najbliższe dni. W poniedziałek indeks WIG20 otworzył się z niewielką luką hossy i w ciągu dnia wspiął się o kolejne 1,5% w stosunku do piątkowego zamknięcia. Zwyżka odbyła się bez większych korekt.
Orlen - niedawny gwiazdor wzrostów, początkowo zachowywał się słabo. W pierwszej godzinie sesji był nawet notowany poniżej poprzedniego zamknięcia. Z każdą godziną jednak coraz bardziej zyskiwał, a dużego przyspieszenia doznał w ciągu ostatniego kwadransa. Imponujące zamknięcie z ceną 60 zł i wzrostem 2,5% nie gwarantuje jednak możliwości większej aprecjacji. W trakcie słynnej sesji z 2 września notowany był bowiem nawet powyżej 63 zł, a na zamknięciu już tylko po 60,90 zł.
PKO BP największy papier w indeksie zyskał podobnie - 2,4%. Tu sytuacja przedstawia się znacznie lepiej. Wprawdzie środsesyjny szczyt wynosi 29,90 zł i nie został jeszcze pokonany, lecz patrząc tylko na zamknięcia mamy nowy rekord z ceną 29,70 zł. Wzrost powyżej 30 zł jest całkiem prawdopodobny. Drugi wielki bank - Pekao - uwolnił się już całkowicie z oporów. Po ich wcześniejszym pokonaniu wzrósł w poniedziałek aż 3,5%, dodajmy - przy małym (38 mln zł) obrocie. Takie zachowanie świadczy o braku głębszej podaży i kolejne duże wzrosty są ułatwione.
Wzrost indeksu był hamowany przez TP. Spółka ta pokonała w piątek kilkuletni szczyt. Nic zatem dziwnego, że na początku sesji wystartowała powyżej zamknięcia. Niestety, już pierwsze kwadranse sesji obudziły dużą podaż, która doprowadziła do spadku kursu poniżej piątkowych notowań. TP to chyba jedyna duża spółka, która nie zapowiada ruchu w górę.
Generalnie niewysoki obrót całego rynku również świadczy o braku większej podaży na aktualnych poziomach. Skądinąd widzieliśmy niedawno nagłe obudzenie się zdenerwowanego niedźwiedzia, lecz przecież wysoka podaż nie utrzymała się długo. Korekta była krótka i niezbyt głęboka. A kapitał płynie i tym chętniej skupuje duże ilości.