Wczorajsza sesja zakończyła się w znacznie gorszych nastrojach w porównaniu z dwiema poprzednimi. Mimo to kwestia kierunku tendencji nie uległa zmianie. Trend jest nadal wzrostowy. Nie ma w tej chwili żadnych przesłanek, które mogłyby wskazywać, że ten niewielki spadek jest początkiem czegoś poważniejszego. Ostatnio korekty są płytkie, co raczej sygnalizuje siłę rynku, ale i podwyższoną temperaturę emocji. Takie sesje jak wczorajsza sprawiają, że rynek się wychładza. To pozwala myśleć o kontynuacji.

Cały czas powtarzam, że szczyt (choćby tylko lokalny w średnim terminie) będzie poprzedzony okresem paniki kupna, gdy będzie widać wyścig po stronie popytu. Na razie cały czas widoczna jest grupa osób wątpiących w kontynuację ruchu. To sprawia, że sam ruch ma jeszcze potencjał.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden fakt. Patrząc na dwa najgłośniejsze szczyty (rok 1994 i 2000) można zauważyć, że każdy z nich był poprzedzony chwilowym osłabieniem. Kilka dni szybkiego spadku, które wyglądały groźnie, ale po jakimś czasie okazywały się one jedynie głębszą korektą. Dopiero wyjście nad lokalny szczyt, który tę korektę poprzedzał, sprawiało, że rynek wpadał w euforię. Taki szybki spadek w ramach korekty był przez rynek postrzegany jako początek bessy. Skoro spadek się szybko kończył, a popyt ponownie przeważał, bessa przestawała być groźna. Pewność zarobku po długiej stronie rynku była znowu duża. Im większa, tym szybciej pojawiał się faktyczny szczyt.

Wniosek z tego taki, że i w czasie formowania szczytu obecnej hossy możemy mieć z podobnym chwilowym spadkiem do czynienia. Można zakładać, że będzie on na tyle duży, że wywrze wpływ także na pozycje średnioterminowe. Trzeba się z tym pogodzić i wkalkulować taki fakt w ryzyko inwestycyjne.