W mijającym tygodniu właściciel czeskiego Agrofertu Andrej Babiš oszacował ewentualne straty z tytułu utraconych zysków na 350 mln euro (ok. 1,36 mld zł). Zasugerował, że takiego właśnie odszkodowania może zażądać, gdyby Orlen nie sprzedał Agrofertowi chemicznych spółek z grupy Unipetrol za cenę ustaloną w kwietniu 2004 r. (103 mln euro).
Prezes Orlenu Igor Chalupec nie obawia się tych żądań. - Nasi prawnicy twierdzą, że taki scenariusz jest wykluczony - powiedział PARKIETOWI.
Przypomniał, że ewentualne finansowe konsekwencje odstąpienia od umowy z Agrofertem zostały skonsultowane z prawnikami oraz audytorem. Efektem było utworzenie rezerwy w wysokości 376 mln zł. To suma, która odpowiada wysokości kar, na jakie naraziłby się Orlen, nie wywiązując się z umów z Agrofertem.
To, które spółki z grupy Unipetrol Orlen będzie chciał sobie zostawić, a które sprzedać, okaże się w październiku. Wtedy zostanie zaprezentowany plan integracji czeskiej firmy z PKN.
Zdaniem Sebastiana Słomki z BDM PKO BP, na razie nie sposób przewidzieć, jaka będzie przyszłość poszczególnych firm z grupy Unipetrolu. - Wszystkie pięć spółek chemicznych, które są przedmiotem umowy z Agrofertem, mogą pozostać w grupie, ale również wszystkie mogą być sprzedane - mówi analityk. Z kolei Andrzej Szczęśniak, ekspert paliwowy z Centrum im. Adama Smitha jest zdania, że Orlen powinien się pozbyć wszystkich pięciu przedsiębiorstw. - W pierwszym rzędzie zaś sprzedane powinny być Paramo i Kaučuk, bo to "kamienie u szyi", jak polskie rafinerie południowe dla Lotosu - stwierdził analityk.