Zakładanie w piątek spadku i ewentualna pomyłka byłaby bardzo dużym "analitycznym błędem". Natomiast jeśli ktoś założyłby kontynuację wzrostu, a rynek nawet dramatycznie zawróci na południe, to miałby moje rozgrzeszenie. Byczy przeciwnik był tak silny, że nie można było w tym tygodniu z nim walczyć. W piątek mieliśmy kolejną sesję potwierdzenia prostej zasady trzymania się trendu (ależ trywialnie to brzmi).
Z rana wystarczyła mała iskierka w postaci pozytywnego zachowania zagranicznych rynków, by u nas wywołać kolejną falę zakupów. Tym samym zbliżyliśmy się na "odległość jednej sesji" do historycznych szczytów WIG20. Kontrakty dokładnie wyrównały szczyt z 27 III 2000 r. przy 2468 pkt. Ja nie przywiązywałbym jakiejś wielkiej wagi do tego poziomu z technicznego punktu widzenia, ale w przypadku tak silnie wykupionego rynku ta psycholo-
giczna bariera będzie mimo wszystko dla wielu inwestorów zachętą do realizacji zysków.
Najpierw jednak trzeba tam dojść. Jak napisałem na początku - zakładanie niepowodzenia byłoby na takim rynku poważnym "analitycznym błędem". Zwrócę jednak uwagę na wygaśnięcie wrześniowej serii kontraktów. Podejrzewam, a mogę jedynie podejrzewać, że kilka zagranicznych instytucji zrobiło przy tej okazji małe "window dressing" i tak wysokie poziomy WIG20 akurat w tym dniu nie są przypadkowe.
Podobnie brakiem przypadku było podciągnięcie WIG20 ponad 20 pkt na fixingu w zeszłą środę. Od tego czasu rynek systematycznie szedł w górę, a praktycznie wszystkie złe informacje były ignorowane (o czym szerzej w "Weekendowej" analizie). Dopiero wczoraj po raz pierwszy od wielu sesji zobaczyliśmy jaskółki racjonalności, czego przykładem był PKN. Obawiam się, że od przyszłego tygodnia, po wygaśnięciu września, pokusa realizacji zysków dotknie nieco więcej spółek.