Dodatkowe świadczenia stanowią w USA poważny składnik pakietu wynagrodzeń. Wśród nich za najważniejsze uznaje się właśnie ubezpieczenie zdrowotne.

Dziś zaledwie 60% amerykańskich firm oferuje zatrudnionym plany zdrowotne - wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Kaiser Family Foundation oraz Health Research and Educational Trust. Jeszcze w 2000 r. ubezpieczenie lekarskie zapewniało 69% wszystkich pracodawców.

Najważniejszym powodem rezygnacji z opłacania świadczeń były zbyt duże koszty składek. Za ubezpieczenie zdrowotne trzeba płacić coraz więcej - w 2005 r. ceny wzrosły o 9,2%, w roku ubiegłym o 11,2%. Podobny trend utrzymuje się od 1996 r. i nie każdy pracodawca jest w stanie wytrzymać podwyżki znacznie przekraczające koszty inflacji.

Reakcją na rosnące składki ubezpieczeń jest także ucieczka do tańszych planów zdrowotnych - takich, w których dużo większy jest tzw. wkład własny (deductible), czyli suma, jaką należy zapłacić z własnej kieszeni, aby ubezpieczenie zaczęło w ogóle działać. W ubiegłym roku co druga spółka oferowała pracownikom plany z deductible przekraczającym 1000 USD.

Aby zmniejszyć koszty, firmy w USA często obciążają pracowników częścią kosztów ubezpieczenia. Tu odsetek jest stały - średnio jest to jedna czwarta kosztów polisy, ale w liczbach bezwględnych sumy płacone przez pracowników systematycznie rosną wraz z podnoszeniem składek. Dziś jest to średnio 2713 USD na rodzinę rocznie. To i tak dużo mniej, niż wynosi średni koszt indywidualnej polisy wykupionej bez pośrednictwa pracodawcy. W 2005 r. po raz pierwszy za ubezpieczenie rodziny trzeba było zapłacić więcej niż 10 tys. USD - dokładnie 10 880 USD. To dlatego ponad 40 milionów osób nie ma w USA żadnego ubezpieczenia.