Zapowiedź budowy Gazociągu Północnego na dnie Bałtyku (omijającego Polskę) ożywiła na nowo dyskusję o dywersyfikacji źródeł gazu. W 2004 roku rosyjskie dostawy do PGNiG stanowiły 42% wszystkich. Niektórzy politycy postulują powrót do tzw. kontraktu norweskiego. Chodzi o umowę z pięcioma dostawcami sprzed czterech lat, dzięki której od 2008 r. do Polski miał trafiać tamtejszy gaz (na początku 3 mld m3 rocznie, maksymalnie 12,5 mld m3). PGNiG anulował ją w 2003 r. - Była z wielu względów niekorzystna - tłumaczył wczoraj prezes spółki Marek Kossowski. Koncern twierdzi m.in., że wysoka cena surowca uniemożliwiłaby jego sprzedaż.
Chętni do terminalu
Teraz spółka negocjuje z Norwegią dostawy gazu skroplonego statkami. W październiku wiadomo będzie, kto, oprócz PGNiG, będzie zainteresowany budową specjalnego terminalu portowego. - Rozmawiamy z dwoma europejskimi koncernami - mówi M. Kossowski. Nieoficjalnie mówi się, że jednym z nich jest Gaz de France.
Z inwestycją Gazpromu w Gazociąg Północny maleją szanse na budowę alternatywnej linii Amber, prowadzącej przez państwa bałtyckie. Studium opłacalności inwestycji gotowe będzie dopiero w 2008 r. - zbyt późno, aby wyprzedzić konkurencyjną inwestycję. - Potrzeba zaangażowania Komisji Europejskiej w projekt - przyznaje M. Kossowski.
Szansą na dywersyfikację źródeł ropy jest z kolei przedłużenie ukraińskiego rurociągu Odessa-Brody do Płocka. Ropociągiem można by przesyłać kazachską ropę aż do Europy Zachodniej i zarabiać na tranzycie.