Pieniądze na odszkodowania będą pochodzić od wielu banków inwestycyjnych i firm audytorskich, które sąd uznał winnymi upadku WorldComu bądź manipulacji przy sprawozdaniach finansowych. Część środków będzie pochodzić od dawnego szefa firmy Bernarda Ebbersa, którego niedawno skazano za defraudację i na 25 lat posłano za kratki.

Na mocy programu zatwierdzonego przez sąd do otrzymania rekompensat jest uprawnionych 830 tys. indywidualnych i instytucjonalnych inwestorów, którzy mieli akcje bądź obligacje WorldComu w czasie ogłoszenia upadłości w 2002 r. Inwestorzy, którzy pozbyli się papierów przed bankructwem, dostaną proporcjonalnie mniejsze odszkodowania. - Jesteśmy zadowoleni, że plan wypłaty rekompensat został zatwierdzony - stwierdził rzecznik rewidenta finansowego Nowego Jorku Alana G. Havesiego, występującego w imieniu poszkodowanych.

Wypłaty ruszą najprawdopodobniej dopiero latem przyszłego roku, ponieważ trzeba przeliczyć, ile pieniędzy należy się każdemu z poszkodowanych. Wielu już teraz narzeka, że dostanie tylko część pieniędzy, które stracili. Wartość defraudacji przy bankructwie WorldComu - działającego teraz pod szyldem MCI - wycenia się na 11 mld USD.

AP