Przez ostatnie cztery tygodnie WIG20 zyskał ok. 300 pkt, czyli blisko 14%. Od majowego dołka wzrósł już ponad 37%. Poprzednia fala wzrostowa, która zaczęła się w sierpniu 2004 r. i trwała do lutego 2005 r., miała nieco ponad 31%. Zatem rozpoczęty przed 4 miesiącami ruch w górę odróżnia się od poprzedniej fali hossy zarówno pod względem skali, jak i tempa zwyżki. Może też być pierwszym w 2,5-rocznym trendzie rosnącym, podczas którego indeks cenowy nie zdoła ustanowić nowego rekordu. Tu widać wyraźną różnicę pomiędzy wzrostem od połowy maja do końca lipca i tym z okresu sierpień-wrzesień. Przez pierwsze 2,5 miesiąca obecnej zwyżki w górę szła zdecydowana większość firm, co można było tłumaczyć nadzieją na to, że drugie półrocze przyniesie wyraźne przyspieszenie polskiej gospodarki w porównaniu z sytuacją z pierwszej połowy roku. Licząc od początku sierpnia więcej spółek straciło na wartości niż zyskało. Mieliśmy tu odbicie obaw związanych z wpływem ponownie umacniającego się złotego, a także drożejącej ropy na wyniki firm.
Ocena perspektyw rynku jest obecnie bardzo trudna. GPW - zresztą podobnie jak inne parkiety w regionie - oderwała się od tego co dzieje się na największych giełdach świata. Czynniki fundamentalne zeszły na dalszy plan. Przekonuje o tym mocny popyt na akcje banków, co do których wyników w II półroczu można mieć wiele obaw, czy TP, którą czekają wydatki związane z rebrandingiem Idei. Nawet skala wzrostu PKN i KGHM przez ostatni miesiąc w odniesieniu do zmian cen miedzi i ropy jest wyraźnie przesadzona.
Jednym z nich może być przyjęcie, że każdy spadek od szczytu mniejszy niż 3,4% (tyle miała korekta z pierwszej połowy sierpnia), nie będzie miał żadnego znaczenia z punktu widzenia możliwości bicia nowych rekordów. Natomiast zniżka poniżej 2422 pkt da powody do przypuszczenia, że WIG20 rozpoczyna korektę czteromiesięcznego wzrostu. Można jednocześnie przyjąć, że pogorszenie kondycji lokomotyw zwyżki z ostatnich tygodni pobudzi popyt na akcje outsiderów. Od końca lipca blisko 50 spółek straciło 10% i więcej.