Obiecujące informacje meteorologów przełożyły się na spadek cen ropy naftowej. W piątek w Nowym Jorku za baryłkę płacono 66,1 USD, o 0,6% mniej niż dzień wcześniej.
Centrum Rity uderzy w sobotę najprawdopodobniej we wschodnią część wybrzeża Teksasu i w zachodnią Luizjanę, pozostawiając na zachodzie najbardziej uprzemysłowione i gęsto zaludnione okolice Galveston, Houston oraz Corpus Christi. Wstępne rozmiary zniszczeń będą znane rynkom jednak najwcześniej w poniedziałek po przejściu żywiołu.
W obawie przed Ritą ewakuowano w Teksasie i Luizjanie grubo ponad milion ludzi. Zamknięto port Houston, największy pod względem tonażu importowanych towarów. Linie lotnicze zapowiedziały odwołanie tysięcy lotów do Houston i Corpus Christi. Znów zagrożony jest Nowy Orlean, który nie znajdzie się co prawda w centrum huraganu, ale na który już spadły ulewne tropikalne deszcze. Uszkodzone przez Katrinę wały nie wytrzymały i miasto znalazło się ponownie pod wodą.
Gospodarka USA najdotkliwiej odczuje jednak zamknięcie na kilka dni wszystkich większych rafinerii (trzynaście w Teksasie i dwie w Luizjanie), które mogłyby się znaleźć na trasie żywiołu. Kilkudniowa przerwa w produkcji nie pozostanie bez wpływu na rynek paliw. Lary Goldstein, prezes Petroleum Industry Research Foundation ocenia, że prewencyjne zamknięcie zakładów petrochemicznych oznacza zmniejszenie możliwości przerobu 3 milionów baryłek dziennie. Po huraganie sytuacja może być nie do pozazdroszczenia. Ponieważ wciąż nie działają cztery duże rafinerie uszkodzone przez Katrinę, łącznie sparaliżowanych jest około 30% mocy przerobowych ropy. Nic więc dziwnego, że analitycy rynku oczekują dalszego wzrostu cen paliw w USA, a nawet przerw w ich dostawach na rynek detaliczny. Rozmiary kryzysu będą, oczywiście, zależeć od długości przymusowych wyłączeń rafinerii. Braki na rynku odczują także właściciele domów ogrzewanych olejem (ok. 40% wszystkich gospodarstw), którzy właśnie zaczęli uzupełniać zapasy przed zimą. W tym roku rachunki za ogrzewanie będą prawie dwukrotnie wyższe niż rok temu. Wielu ekonomistów uważa, że kryzys domowych budżetów musi się przełożyć na spadek konsumpcji i zwolnienie gospodarki.
Nowy Jork