Przez minione pięć sesji ceny miedzi rosły w tak szybkim tempie, że zanotowały największą tygodniową zwyżkę od 2 lipca 1999 r. Wielu uczestników tego rynku spodziewało się, że konieczność usunięcia zniszczeń wyrządzonych w Stanach Zjednoczonych przez huragany Katrina i Rita spowoduje wzrost popytu na miedź. Budownictwo zużywa ok. 40% światowej podaży tego metalu. To była jedna z przyczyn tak dynamicznego wzrostu cen.
Drugą i w ostatnich dniach dominującą, była polityka funduszy inwestycyjnych. Chodzi o takie fundusze, które muszą odzwierciedlać zachowanie się indeksów surowcowych. Wskaźniki te znacząco zwyżkowały, głównie w wyniku wzrostu cen ropy. Na przykład indeks Goldman Sachs Commodity wzrósł od początku roku o 49%. Taka koniunktura znacząco zwiększyła wartość środków powierzanych przez inwestorów funduszom surowcowym. A te musiały przystąpić do wzmożonych zakupów, również na rynku metali.
Od strony fundamentalnej miniony tydzień nie przyniósł zmian, które uzasadniałyby tak znaczącą zwyżkę cen. Zapasy miedzi monitorowane przez LME nawet wzrosły o 0,8%, do 84,3 tys. ton. Wciąż olbrzymi popyt na miedź występuje w Chinach. Produkcja tego metalu wzrosła tam w tym roku o 18,3%, a mimo to na giełdzie w Szanghaju znowu odnotowano spadek zapasów, to aż o 22%.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące zdrożały w piątek po południu w Londynie o 17 USD, do 3770 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 3510 USD.