Inwestorzy koncentrują się na spółkach o najwyższej kapitalizacji i płynności akcji. W praktyce oznacza to, że przede wszystkim handlują akcjami z sektora bankowego, spółkami, których kursy zależą od cen surowców, oraz papierami TP.
Od pierwszej połowy zeszłego roku, kiedy rozpoczęła się wyprzedaż akcji Prokomu, firmy informatyczne trudno zaliczyć do giełdowej czołówki. Czasy, kiedy obok banków decydowały o wartości WIG20, na razie odeszły w przeszłość. Dziś udział trzech spółek informatycznych w portfelu WIG20 nieznacznie przekracza 5%. Dodatkowo ComputerLand i Softbank zagrożone są wypadnięciem ze składu indeksu pod koniec grudnia, przy okazji kwartalnej rewizji składu wskaźnika.
Przerwa w spadkach
W październiku 2004 roku na wykresie indeksu WIG Informatyka została zbudowana głowa z ramionami. Wynikający z niej zasięg spadku wskazuje, że wskaźnik powinien się znaleźć w okolicach 9 tys. punktów. Tymczasem w połowie maja, z poziomu 10 tys. punktów, rozpoczęła się zwyżka, w trakcie której indeks zyskał 20%. Została przebita linia trendu spadkowego, obejmująca całą 1,5-roczną tendencję. Czy zatem to koniec bessy i czy głowa z ramionami nie doczeka się realizacji? Nie jest przesądzone. Wydaje się, że zwyżkę na wykresie WIG Informatyka wymusiła dobra koniunktura na całej giełdzie. Nie jest ona wynikiem dobrego postrzegania samego sektora - siła relatywna, mierząca zachowanie indeksu branżowego względem WIG20, znajduje się na najniższym poziomie w historii. Największa w tym "zasługa" Prokomu i ComputerLandu, które łącznie mają ponad 50-proc. udział w WIG Informatyka. Obydwie firmy zachowują się słabiej od całego rynku. Zatem mimo znacznych już rozmiarów wzrostowej korekty, na razie mamy do czynienia jedynie z przerwą w spadkach.
Lepszą koniunkturę w branży sygnalizuje indeks TMT Informatyka, w skład którego wchodzą wszystkie (20) spółki z branży. Wskaźnik zbliża się do osiągniętych w pierwszej połowie 2004 roku maksimów w tej hossie. To efekt lepszego zachowania mniejszych firm informatycznych.