Reklama

Centroprawicę czekają ciężkie rozmowy na temat rządu

WARSZAWA 26 września (Reuters) - Zwycięską centroprawicę czekają w tym tygodniu trudne rozmowy na temat formowania nowego rządu, bo obie partie różnią się w poglądach dotyczących zakresu reform rynkowych. Złoty stracił w poniedziałek rano na wartości, ponieważ częściowe wyniki pokazują, że prorynkowa Platforma Obywatelska (PO) będzie raczej słabszym partnerem w koalicji, w której więcej do powiedzenia będzie miało konserwatywne Prawo i Sprawiedliwość (PiS).

Publikacja: 26.09.2005 12:32

PiS sceptycznie zapatruje się na szybkie przyjęcie euro i inwestorzy wątpią, by partii tej starczyło determinacji do obniżenia rozdętych wydatków publicznych, co jest główną przeszkodą na drodze do unii walutowej.

"Nasza rekomendacja na dzisiaj brzmi sprzedawaj złotego" - powiedziała Tania Kotos, analityk walutowy w Royal Bank of Canada w Londynie.

"Prawo i Sprawiedliwość boi się społecznej reakcji na bolesne cięcia wydatków i sceptycznie zapatruje się na perspektywę przyjęcia euro przed rokiem 2010" - dodała. Liderzy PiS starali się uspokoić rynki mówiąc, że rozmowy na temat nowego rządu rozpoczną się szybko i podkreślając, że jego program będzie wynikiem kompromisu.

"W tym tygodniu, zapewne już jutro, przystąpimy do rozmów programowych z Platformą, które będą dotyczyły w głównej mierze wspólnego programu gospodarczego nowej koalicji. Program ekonomiczny nie może być programem tylko jednej partii, ale musi być wspólnym dziełem obu partii" - powiedział poseł PiS Kazimierz Marcinkiewicz.

Ostatnie wyniki pokazują, że dwie partie będą miały w nowym parlamencie przynajmniej 274 na 460 miejsc. To największe zwycięstwo partii postsolidarnościowych od upadku komunizmu.

Reklama
Reklama

Rządząca dotychczas lewica, która po poprzednich wyborach miała 217 posłów, teraz będzie się musiała zadowolić 50 miejscami. To z kolei najgorszy wynik od 1990 roku. Premierem nowego rządu zostanie prawdopodobnie prezes PiS, Jarosław Kaczyński, 56-letni były opozycjonista, który władzę w Polsce próbuje zdobyć od 16 lat.

Krytycy zarzucają Jarosławowi Kaczyńskiemu, a także jego bratu Lechowi, który kandyduje na prezydenta, że brakuje mu doświadczenia międzynarodowego, a jego konfrontacyjny styl uprawiania polityki spowoduje, że będzie nieskuteczny na arenie krajowej i popadnie w izolację w kwestiach zagranicznych.

"Ani Jarosław, ani Lech Kaczyński, ani ich partia nie dorastają do wyzwań jakie przed nimi stoją" - powiedział Reuterowi były prezydent Lech Wałęsa, który najpierw współpracował, a potem pokłócił się z braćmi w latach 90-tych. "Platforma miałaby większe szanse, bo są tam rozsądniejsi ludzie. Obym się mylił" - dodał.

Obie partie mają jednak więcej wspólnego niż tylko wspólne korzenie. Obie obiecują obniżenie bezrobocia, które wynosi 18 procent i jest najwyższe w Europie, a także redukcję podatków i wyplenienie korupcji, która odcisnęła swoje piętno na czteroletnich rządach lewicy.

Różnią się jednak jeśli chodzi o pomysły na ożywienie gospodarcze i zmniejszenie dystansu cywilizacyjnego do bogatych członków UE. Platforma szła do wyborów pod hasłami przyspieszenia wolnorynkowych reform, podczas gdy Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało ochronę "społecznej gospodarki rynkowej". Ta polemika jest odbiciem sporu, jaki na temat perspektyw państwa opiekuńczego toczy cała Europa.

PO chce wprowadzić podatek liniowy na poziomie 15 procent, by uczynić gospodarkę bardziej konkurencyjną, zwiększyć popyt wewnętrzny i przyciągnąć zagraniczne inwestycje. Chce także przyspieszenia reform fiskalnych, by obniżyć deficyt budżetowy, który w tym roku wyniesie 3,5 procent PKB.

Reklama
Reklama

Prawo i Sprawiedliwość także chce ograniczenia deficytu i biurokracji, ale sprzeciwia się podatkowi liniowemu i chce, by Polska przyjęła bardziej tradycyjny model państwa opiekuńczego.

Według Marcinkiewicza z PiS propozycja podatku liniowego nie będzie brana pod uwagę. Ekspert ekonomiczny Prawa i Sprawiedliwości wykluczył także przyjęcie euro w tej dekadzie. Kolejną przeszkodą w rozmowach koalicyjnych może być tocząca się kampania prezydencka, w której Lech Kaczyński stara się gonić faworyta - kandydata Platformy Donalda Tuska.

Zwycięstwo Lecha mogłoby skomplikować starania Jarosława Kaczyńskiego o tekę premiera, ponieważ on sam przyznaje, że Polacy mogliby "nie wytrzymać dwóch bliźniaków na dwóch najważniejszych stanowiskach w państwie". Wybory prezydenckie, których pierwsza tura odbędzie się 9 października mogą jeszcze raz uwypuklić różnice w programach ekonomicznych obu partii, mimo że obaj pretendenci obiecują "dżentelmeńską" kampanię, która ma nie zakłócić rozmów o nowym rządzie.

Paweł Sobczak

((Autor: Paweł Sobczak; Redagował: Tomasz Krzyżanowski; [email protected];

Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, RM: [email protected]))

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama