Reklama

Analitycy oceniają i prognozują

Publikacja: 27.09.2005 08:14

Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku:

W ciągu pierwszych 100 dni koalicjanci nie zdążą zrobić nic poza lekkimi poprawkami do budżetu. Jeśli pójdą w takim kierunku, o jakim mówiono wcześniej, i "potrząsną" trochę projektem budżetu przedstawionym przez Mirosława Gronickiego, uda się ograniczyć wydatki i deficyt budżetowy. Być może nawet o 4 mld zł. To oczywiście zostanie dobrze przyjęte przez rynki finansowe. I nawet, gdyby dochodziło do korekt na rynku walutowym i obligacji, ruchy w dół będą krótkotrwałe - zagraniczni inwestorzy, głównie fundusze hedgingowe, będą wykorzystywać je jako okazję do wchodzenia na nasz rynek.

Najważniejsze rzeczy z punktu widzenia polityki gospodarczej zaczną się dziać dopiero wiosną przyszłego roku. Wtedy rząd będzie się musiał zająć budżetem na 2007 r., zarówno od strony wydatków jak i dochodów, przy próbie realizacji programów wyborczych.

Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH:

Z pierwszymi 100 dniami jest taki problem, że koalicja co najmniej trzydzieści z nich straci na "tajne rozmowy". Części rozwiązań nie będą ujawniać ze względu na trwającą wciąż kampanię prezydencką. Tak naprawdę wcześniej inwestorzy nie brali tego pod uwagę.

Reklama
Reklama

Trudno powiedzieć, co koalicjanci będą w stanie zrobić. Potrafię natomiast powiedzieć, czego nie zrobią. Na pewno nie zmienią podatków. W pierwszym okresie istnienia nowego rządu nie oczekiwałbym zbyt wiele działań w gospodarce właśnie dlatego, że wygrało Prawo i Sprawiedliwość, które najbardziej aktywne jest na innych polach.

Obawiam się tego, co będzie się działo z przyszłorocznym budżetem. Deficyt budżetowy w najlepszym wypadku będzie taki sam, jak zaproponowany przez odchodzący rząd. Myślę, że może być większy. Nie tylko przez wyższe, a przynajmniej niezmienione, wydatki. Ale jest też strona dochodowa - na przykład słynna sprawa akcyzy na paliwa.

Jeśli chodzi o deklaracje dotyczące euro, myślę, że możemy się pożegnać z 2010 r. jako terminem przyjęcia wspólnej waluty.

Moim zdaniem złoty osłabi się do 4,0 PLN/EUR, choć być może ten poziom nie zostanie osiągnięty do końca tego tygodnia. Wzrośnie również rentowność obligacji. Taka była zresztą pierwsza reakcja na wypowiedzi polityków po wyborach. Sądzę, że rentowność średnioterminowych obligacji znajdzie się w przedziale 4,60-4,65%.

Lars Christensen, ekonomista Danske Banku:

Tym, co nowy rząd może spróbować zrobić, jest pewna konsolidacja budżetu. Zmniejszenie kwoty przyszłorocznego deficytu do 30 mld zł powinno być dość łatwe. W grę wchodzi tak naprawdę zastosowanie kilku zabiegów rachunkowych. Z pewnością nie uda się przeprowadzić reformy podatkowej. Myślę, że PiS i PO zaczną dyskusje na ten temat, ale po prostu jest za mało czasu, by udało się zamknąć tę sprawę.

Reklama
Reklama

Warto podkreślić, że wyniki wyborów nie są wcale takie złe z punktu widzenia gospodarki. Rozczarowanie wygraną PiS wzięło się stąd, że wielu analityków liczyło na wygraną liberałów. Ale i tak Polska ma centroprawicową koalicję zdecydowaną przeprowadzić pewne zmiany. Niewielkie poparcie dostali zarówno socjaliści, jak i partie populistyczne. Widać, że w społeczeństwie jest poparcie dla reform. To oznacza, że jeśli dojdzie do negatywnej reakcji rynku, będzie ona ograniczona. Spodziewam się, że na razie przeważać będzie wyczekiwanie kształtu przyszłego rządu, przede wszystkim na to, kto będzie premierem i ministrem finansów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama