Zwycięstwo PiS miało się odbić negatywnie na notowaniach akcji. Wiadomo było, że rynek zareaguje spadkiem już z rana. Nieznany był tylko jego zasięg i czas trwania.
W pierwszej godzinie notowań indeks znalazł się na poziomie 2 427 pkt, czyli nieco wyżej od piątkowego minimum. Spadkom przeszkadzał wzrost na wszystkich ważnych parkietach europejskich. Niemal od samego otwarcia DAX poszybował w górę na ponad 2%. Również Budapeszt znajdował się na plusie. W tej sytuacji indeks znalazł wsparcie na poziomie piątkowego dołka i od godz. 11.00 zaczęło się odrabianie strat. Dodać należy, że obroty w trakcie spadkowej pierwszej godziny nie były imponujące. Silniejsze uderzenie popytu w południe wywindowało WIG20 na plus, a już o godzinie 14.00 testował opór na poziomie 2490 - 2493 pkt.
Poziom ten okazał się nie do przeskoczenia z marszu. Ostatnie dwie godziny to notowania lekko poniżej 2490 pkt, przy czym dało się tu już zauważyć podaż, która w ostatnich 20 minutach przed 16.00 ściągnęła indeks w dół o kilka punktów, przy 90-milionowym obrocie. W takiej sytuacji najbardziej prawdopodobny scenariusz na najbliższe sesje to trend horyzontalny.
Jak więc widać, kapitał, który stoi za wzrostem na naszej giełdzie nie ma charakteru spekulacyjnego. W obliczu możliwej przeceny i dalszego pogłębienia korekty podaż uległa szybko wyczerpaniu. Nie dzieje się to pierwszy raz. W trakcie trwania obecnego trendu wzrostowego od maja tego roku mieliśmy zaledwie dwie głębsze korekty - choć ten przymiotnik nie jest w pełni uzasadniony. Poprzednia z połowy sierpnia miała zasięg około 100 pkt, porównywalny do aktualnej. Pozwala to przypuszczać, że i tę ostatnią mamy już za sobą.
Z drugiej strony, atak na szczyty już w tej chwili wydaje się dosyć mało prawdopodobny. Pamiętajmy, że powyżej 2500 pkt nastąpiło gwałtowne uderzenie podaży. Choć BUX zakończył sesję na plusie, to zdołał jednak odrobić zaledwie połowę piątkowego spadku.