Eksperci podają wiele czynników przemawiających za takim scenariuszem. Po dwóch huraganach, które spustoszyły Zatokę Meksykańską, bardzo wzrosły koszty energii. Bezrobocie jest niskie, wobec czego oczekiwania płacowe pracowników się zwiększają. Niemożliwy jest też znaczący wzrost wydajności. Do tego dochodzą podwyżki stóp procentowych, które najprawdopodobniej będą kontynuowane.
W takich warunkach wzrost zysków amerykańskich firm wyhamuje w pierwszej połowie przyszłego roku do zera, a w drugiej firmy mogą zanotować wręcz pogorszenie wyników - uważa ekonomista londyńskiego HSBC Global Research Robert Prior-Wandersford. - Możliwe, że marże zysku już osiągnęły szczyt - dodaje Douglas Lee, główny ekonomista w firmie Economics from Washington. Spadek zysków wróży też Ian Shepherdson z High Frequency Economics. Zdaniem tego ostatniego, słabsze rezultaty firm przełożą się na ograniczenie inwestycji, a prawdopodobnie także na bessę na giełdach.
Od końca recesji z 2001 r. zyski firm w USA pęczniały po co najmniej 15% rocznie. Departament Handlu podaje, że łącznie - do II kwartału tego roku - wzrosły o 72%. Równie długiego okresu prosperity spółki zza Atlantyku nie notowały od połowy lat 70. Wówczas między 1975 a 1978 r. ich zyski poszybowały w górę o 106%.
Na rynku już pojawiają się pierwsze symptomy pogorszenia koniunktury. Produkująca łodzie firma Brunswick, największa w tej branży na świecie, w zeszłym tygodniu poinformowała o obcięciu prognoz finansowych na przyszły rok, a linie lotnicze JetBlue ostrzegły, że kontynuacja passy kilkunastu kwartałów na plusie (od 2002 r.) stoi pod znakiem zapytania. Oba przedsiębiorstwa tłumaczą się przede wszystkim wzrostem kosztów energii.
- Jeszcze przed końcem przyszłego roku będzie można obserwować, jak zyski firm spadają. Spółki są pod presją ze wszystkich stron - rosną ceny energii, koszty pracy, a spada popyt - mówi agencji Bloomberga Ian Shepherdson.