Właściciela zmieniły akcje stanowiące 35% kapitału Swarzędza. Obrót wyniósł 11,1 mln zł. Zawarto blisko 1,8 tys. transakcji. To może oznaczać, że ich stronami byli drobni i średni akcjonariusze.
Pomyłka czy spekulacja?
Na niektórych stronach internetowych kurs Swarzędza pokazywano w odniesieniu do zamknięcia z wtorku, a to oznaczało bardzo duży spadek. Część inwestorów mogła potraktować to jako okazję do kupna. Giełda jednak zmieniła sposób prezentacji kursu po uwzględnieniu prawa poboru (PP) czy dywidendy. Odniesieniem jest zawsze kurs po odjęciu tych praw. W przypadku Swarzędza termin ustalenia PP określono na 30 września (za jedną "starą" akcję przysługuje kupno czterech nowych, po 0,65 zł za każdą), czyli we wtorek po raz ostatni można było kupić akcje, które zawierały to prawo. Jego hipotetyczna wartość (PP będą notowane na giełdzie prawdopodobnie od poniedziałku) wynosiła około 0,88 zł. GPW ustaliła więc kurs odniesienia na wczorajszą sesję na poziomie 0,87 zł, ponieważ wtorkowe zamknięcie to 1,75 zł. Jednak kurs od razu wystrzelił w górę. Na otwarciu papiery kosztowały 1,14 zł. Najmniej płacono za nie 1,03 zł. Najwięcej 1,3 zł. Ostatecznie walory wyceniono na 1,19 zł.
Podobne sytuacje po odjęciu PP już się zdarzały. To może oznaczać, że nie było pomyłki, ale do akcji wkroczyli spekulanci. W ubiegłym roku emisję dla akcjonariuszy przeprowadził Mieszko. Po uwzględnieniu PP z przebiegu sesji wynikało, że na Mieszku zawarto aż 2,2 tys. transakcji, a największa opiewała na 10 tys. walorów. Właściciela zmieniło wtedy 26% kapitału. Akcje wyceniono dużo drożej niż wskazywała na to teoria.
Liczą na zyski