Kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera, Kazimierz Marcinkiewicz, zaprezentował wczoraj harmonogram prac nad programem nowego rządu. Do przyszłego wtorku sześć zespołów problemowych porównywać będzie propozycje przyszłych koalicjantów i wskazać istotne rozbieżności. Szefem zespołu ds. gospodarczych zostać ma sam K. Marcinkiewicz. Pracę ekspertów Platformy koordynować będzie Jan Rokita. Negocjatorem z ramienia PO będzie także Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Do 10 października program rządu PO-PiS ma być już gotowy. Po tej dacie rozpocząć się mają rozmowy o składzie personalnym i strukturze Rady Ministrów. PiS dążył do zwołania pierwszego posiedzenia Sejmu "w najwcześniejszym możliwym terminie". Chodziło o 19 października, a więc jeszcze przed oczekiwaną drugą turą wyborów prezydenckich. Na taki termin zgodzili się prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz szef PO Donald Tusk. Po co ten pośpiech? - Taka data dla powołania rządu, na który czeka Polska, byłaby najlepsza - odpowiedział lakonicznie K. Marcinkiewicz.
Teki jeszcze nierozdane
Liderzy PiS nie informują na razie o obsadzie ministerstw. - Wszyscy kluczowi politycy partii oddali się do dyspozycji premierowi - powiedział nam tylko Ludwik Dorn, przewodniczący klubu poselskiego partii. PO przypaść ma stanowisko wicepremiera. PiS chce także, aby koalicjant kierował pracami około połowy resortów. Zwycięska partia zaprzecza jednak, aby przesądzone już było przekazanie Ministerstwa Finansów w ręce PO. - Opinia, że my zajmiemy się sprawami społecznymi, a Platforma gospodarką, nie jest prawdziwa - twierdzi L. Dorn. PiS poczeka także z połączeniem resortów skarbu państwa i gospodarki, dopóki nie zostaną uporządkowane sprawy własnościowe. - Mariaż obu resortów przewidujemy w II połowie kadencji - informuje L. Dorn.
Wyższe wpływy z VAT?