Decydujący wpływ na notowania ropy naftowej miała w ostatnich dniach sytuacja w amerykańskim przemyśle naftowym i petrochemicznym po huraganach Katrina oraz Rita. Z pewną ulgą przyjęto fakt, że drugi z tych kataklizmów był słabszy niż przewidywano i to, że ominął największe skupisko rafinerii w Teksasie. Informacje te przyczyniły się w końcu zeszłego tygodnia do spadku cen ropy.

Tendencję zniżkową zahamowały jednak doniesienia o sporych zniszczeniach w siedmiu rafineriach w Teksasie i Luizjanie, których usunięcie może potrwać co najmniej miesiąc. Ponadto produkcji nie wznowiło jeszcze pięć dalszych obiektów uszkodzonych przez huragan Katrina.

Sytuacja ta sprzyja wysokim cenom benzyny, które wzrosły w USA w ciągu minionych dwunastu miesięcy o 59%. Zapobiega natomiast wyraźniejszej zwyżce notowań ropy, gdyż prowadzi do zwiększenia jej zapasów. Huragany ograniczyły bowiem moce produkcyjne amerykańskich rafinerii o około 2 mln baryłek dziennie, podczas gdy wydobycie w Zatoce Meksykańskiej zmalało o 1,5 mln baryłek dziennie.

Ponadto - według szacunków PetroLogistics - dostawy z krajów OPEC, głównie z Arabii Saudyjskiej, Nigerii, Iranu i Iraku, wzrosły we wrześniu o 2% w skali miesięcznej do 30,6 mln baryłek dziennie, tj. najwyższego poziomu od 1979 r.

W Londynie gatunek Brent z dostawą w listopadzie kosztował wczoraj po południu 62,88 USD za baryłkę w porównaniu z 62,97 USD w końcu sesji wtorkowej i 64,73 USD w poprzednią środę.