- Nie komentuję działań spekulantów - ucina Jerzy Biel, prezes Beef-Sanu. Po dwóch kwartałach 2005 r. spółka ma 0,95 mln zł straty. W 2004 r. zysk netto wyniósł 3,4 mln zł. Niski kurs euro uniemożliwił sprzedaż mięsa do Unii, a rynek wschodni jest dla większości polskich zakładów zamknięty. Spółka ma nadzieję, że na koniec roku wyniki się poprawią. Na ukończeniu jest uruchomienie bazy żywca, która może zwiększyć obroty z polskimi i słowackimi kontrahentami. - Jest prawie gotowa, czekamy na odpowiednie zezwolenia unijne - mówi J. Biel.

W maju spółka planowała budowę nowoczesnej ubojni wołowej. Ma uzbrojoną działkę i pozwolenie na budowę, ale prace nie ruszyły. I nie chodzi tu tylko o brak środków. - W Polsce nie ma podaży bydła. Nie można stawiać ubojni, jeśli nie ma się zagwarantowanych dostaw. Coraz częściej widzę też ogłoszenia syndyków sprzedających takie zakłady. To świadczy o tym, że małe firmy nie dają sobie rady - wyjaśnia prezes.

Skoro ubojnia na razie nie powstanie, to nie wiadomo, czy dojdzie do emisji nowych akcji? - Nie jest sztuką wydać mnóstwo pieniędzy. Pytanie, czy inwestycja się zwróci. Zanim zapadną jakiekolwiek decyzje, musimy się zorientować, czy będziemy w stanie pozyskać zaplecze. To jest dla mnie ważniejsze - mówi prezes J. Biel. Zgodnie z uchwałą WZA, spółka może w ramach kapitału docelowego w ciągu 3 lat wyemitować 3,57 mln akcji. Kapitał wzrósłby o 75%. Uchwałę zarejestrował już sąd. - Chodziło o stworzenie możliwości - jeśli znalazłby się inwestor, procedury po prostu pójdą szybciej - tłumaczy prezes. Spółka szuka też pieniędzy poza giełdą, np. ze środków unijnych. - Niestety, już trzy miesiące czekamy na odpowiedź, czy obciążeni wierzytelnościami możemy być beneficjentem - mówi J. Biel. Podkarpacki Bank Spółdzielczy rozłożył Beef-Sanowi zobowiązania na raty płatne do 2015 r.