W piątek polski rynek był najsilniejszy w regionie. Główny indeks warszawskiej giełdy w pierwszych godzinach notowań naśladował jeszcze zachowanie niemieckiego DAX-a, czy też węgierskiego BUX-a, redukując niemal do zera duże zyski z otwarcia. Od połowy sesji trwało już jednak klasyczne window dressing, związane z kończącym się miesiącem i kwartałem. W efekcie WIG20 zakończył dzień 1,4-proc. wzrostem.
Kontrakty terminowe na WIG20 z dużą podejrzliwością patrzyły na to "strojenie okien". Ta podejrzliwość z jednaj strony przełożyła się na nieco mniejszą zmienność. Z drugiej natomiast na rozciągnięcie bazy z -34 pkt w czwartek, do -47 pkt. wczoraj na zamknięciu.
Brak wiary we wzrost jest znacznie większy niż przedstawia to baza na kontraktach. Wśród ankietowanych przez giełdę 12% oczekuje wzrostu, a aż 54% spadku na koniec przyszłego tygodnia. Tak duża dysproporcja oczekiwań, niemal w 80% przypadków zapowiadała wzrost lub przynajmniej stabilizację na kolejnych sesjach. Zwłaszcza w zestawieniu z silnie ujemną bazą.
W nadchodzącym tygodniu scenariusz może być podobny. Zwłaszcza że sygnały sprzedaży, jakie w ostatnich dwóch tygodniach pojawiły na rynku terminowym (objęcie bessy sprzed trzech dni, sygnał sprzedaży na MACD, dwie podażowe świece na wykresie tygodniowym kontraktów), to wciąż jest za mało, żeby bezpiecznie otwierać krótkie pozycje. Wzrosty dalej bowiem jest realny. Zwłaszcza nie można wykluczać ponownego testu ostatniego szczytu na FW20Z5 (2518 pkt). I to nie tylko z uwagi na wspomniany brak wiary we wzrostowy scenariusz, czy też na niepotwierdzoną formację objęcia bessy ze środy, ale przede wszystkim z uwagi na zdecydowaną przewagę popytu w średnim terminie. Dlatego z shortami należy się wstrzymać do czasu wygenerowania silniejszych sygnałów.