Podczas wtorkowej sesji na rynku kontraktów panował marazm. Zamknięcie nastąpiło zaledwie jeden punkt poniżej otwarcia, przez co na wykresie powstała nieduża świeczka typu doji.

Jej znaczenie zależy od kontekstu. By przeanalizować ten kontekst musimy cofnąć się do ostatniej środy, kiedy indeks najpierw pokonał opór na poziomie 2509 pkt, ale później mocno spadł, tworząc długą czarną świecę. Świeca ta zakryła mały biały korpus z poprzedniego dnia, tworząc formację objęcia bessy. Kombinacja naruszenia oporu oraz niekorzystnej formacji świecowej pozwalała spodziewać się głębszej korekty. Zamiast tego rynek zaczął rosnąć i w poniedziałek przełamał linię oporu biegnącą przez lokalne szczyty z 20 i 28 września. Kolejny raz w trakcie obecnej hossy mieliśmy więc do czynienia z sytuacją, w której rynek najpierw straszy inwestorów negatywnymi sygnałami, by później zignorować je i znowu ruszyć do góry.

Linia oporu przełamana w poniedziałek stanowiła skuteczne wsparcie podczas wtorkowej sesji. Wykres kontynuacyjny dwa razy bezskutecznie próbował ją przełamać, ale za każdym razem odbijał się od niej. Wspomniany schemat polegający na tworzeniu negatywnych sygnałów, a następnie ignorowaniu ich, wystąpił też w mikroskali, to znaczy na wykresie intradziennym. Powstała tam negatywna formacja klina zwyżkującego. Wybicie z niej nastąpiło zgodnie z teorią, czyli dołem, po czym zamiast spadku mieliśmy odbicie.

Wszystko to sugeruje, że rynek nadal jest silny i w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się kolejnej fali wzrostowej. Ten optymistyczny scenariusz zostałby zakwestionowany w przypadku powrotu pod wspomnianą linię wsparcia. Jeszcze wyraźniejszym sygnałem byłoby przełamanie linii trendu wzrostowego, obejmującej okres od końcówki sierpnia.