Notowania na rynku naftowym wykazywały od połowy zeszłego tygodnia skłonność do spadku, by ustabilizować się w ostatnich dniach powyżej 61 USD za baryłkę w Londynie i poniżej 64 USD w Nowym Jorku.

Tendencji zniżkowej sprzyjały doniesienia o pojawieniu się na rynku amerykańskim ropy i jej przetworów, pochodzących ze strategicznych rezerw Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Organizacja ta zapewniła, że do końca października dostawy z tego źródła osiągną 35 mln baryłek. Do zwiększenia dostaw zobowiązały się także kraje OPEC.

Wzrost importu oraz uruchomienie przez rząd USA własnych zapasów powinno zrównoważyć gwałtowny spadek wydobycia w Zatoce Meksykańskiej, skąd pochodzi 30% zużywanej w tym kraju ropy. W końcu września jej dostawy z tego regionu były aż o 98% mniejsze niż przed huraganami Katrina i Rita.

Poza wyrównaniem niedoboru ropy na rynku amerykańskim do spadku jej notowań przyczynił się też ograniczony popyt na benzynę w związku z bardzo wysokimi cenami. W tej sytuacji mniej dotkliwe okazało się unieruchomienie części rafinerii nad Zatoką Meksykańską. Tymczasem w ostatnich dniach pewien niepokój wywołała akcja strajkowa w europejskich zakładach rafineryjnych Totala, gdyż może ona zmniejszyć eksport benzyny do USA.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono wczoraj po południu 61,30 USD w porównaniu z 61,22 USD w końcu sesji wtorkowej i 63,93 USD w poprzednią środę.