Eurostat opublikował dane nt. poziomu bezrobocia w regionach Unii Europejskiej na koniec 2004 r. W niechlubnej "dziesiątce" znalazły się województwo dolnośląskie (stopa bezrobocia 24,9%), zachodniopomorskie (23,8%), lubuskie (23,2%) oraz warmińsko--mazurskie (22,3%). Znalazły się one odpowiednio na 4., 6., 8. i 10. miejscu. Pierwszą "trójkę" tworzą terytoria zamorskie Francji. Trudno jednak porównywać Réunion, Gujanę czy Gwadelupę z Europą Kontynentalną. Można więc przyjąć, że Dolnośląskie to region o największym bezrobociu w UE.
W przypadku Polski rzuca się w oczy niewielkie zróżnicowanie zatrudnienia pomiędzy województwami. Nawet najlepsze pod tym względem Mazowsze pochwalić się może bezrobociem rzędu 16,3%. To daleko do liderów zestawienia. W czołówce są dwa południowoangielskie hrabstwa Dorset i Somerset, znane raczej z rolnictwa i turystyki. Bezrobocie w tych rejonach sięga zaledwie 2,4%. W Londynie jest to już 9%.
Na "równy" brak miejsc do pracy w kraju zwrócił też uwagę resort gospodarki i pracy w opublikowanym w piątek raporcie o zatrudnieniu. Eksperci MGiP chłodno ocenili pomysł różnicowania minimalnej płacy w kraju jako metody walki z bezrobociem "Wprowadzenie rozwiązań regionalnych jest utrudnione, ponieważ zróżnicowanie sytuacji na rynku pracy w województwach jest często większe niż zróżnicowanie między województwami" - czytamy w raporcie.
Aż pięć polskich regionów (cztery wymienione plus Świętokrzyskie) figuruje na liście obszarów o największym bezrobociu wśród młodzieży. MGiP zwraca uwagę, że jedną z przyczyn braku pracy w tej grupie wiekowej (15-24 lata) jest wciąż słaby rozwój sektora usług. Tymczasem to właśnie w nim uczniowie mają największą szansę na zatrudnienie.
Co ciekawe, eksperci MGiP nie znaleźli oczywistej zależności między wysokością podatków a poziomem bezrobocia w kraju. Argumentują, że tzw. klin podatkowy (udział składek i podatków w wynagrodzeniu) dla zarabiających 2/3 średniej pensji wynosi 41,9% - podobnie jak w innych państwach regionu. Mimo to bezrobocie Polski jest wyższe. MGiP tłumaczy to łatwą dostępnością rent, emerytur i zasiłków przy jednoczesnym wysokim obciążeniu osób najmniej zarabiających. "Zmiany tylko po stronie podatkowej powinny wspierać inne reformy na polskim rynku pracy, w tym zwłaszcza ograniczanie transferów społecznych dla osób poniżej wieku emerytalnego, a nie być wobec nich pierwotne" - czytamy w dokumencie.