Pierwsza decyzja kandydata na premiera, którą podejmie po objęciu urzędu, jest łatwa do przewidzenia. Zapowiedział ją już dawno, jeszcze jako bliski współpracownik zupełnie innego kandydata na przewodzenie Radzie Ministrów. Mianowicie, iż odwoła - za pośrednictwem ministra skarbu (o ile będzie miał z nim lepsze stosunki niż Miller z Kaczmarkiem) prezesa PGNiG. Wątpliwe, by na tym poprzestał. Karuzela stanowisk - nie tylko przecież ministerialnych czy szerzej urzędniczych, ale i menedżerskich - musi ruszyć prędzej czy później. Zapewne nie później niż po przygotowaniu "raportu zamknięcia" wzorowanego w pewnym sensie na Millerowskim "raporcie otwarcia". Oby jednak bardziej rzetelnego.
Miejmy nadzieję, że z rynkiem rozstaną się menedżerowie, których działalność przypomina występy Mandaryny. Mocodawcy - ostatnio z lewa, ale dawniej i z prawa - zmuszali ich do "śpiewania" głównie chyba w nadziei, że w końcu się nauczą - jak nie za pierwszym, to może za piątym lub dziesiątym razem. A przy okazji nieźle zarobią. Problem polegał głównie na tym, że w biznesie nauka kosztuje zbyt dużo - niestety, nie mocodawców ani nawet nie wykonawców, ale podatników i akcjonariuszy.
Z drugiej strony, to będzie duże wyzwanie dla premiera-kandydata: odmienić bieg rzeczy i sprawić, by gorszy pieniądz nie wyparł lepszego (nawet jeśli czasem się wydaje, że ten lepszy jest tak zły, że gorszy trudno znaleźć). Ta stara, bezpośrednio związana z finansami, prawda, stoi w sprzeczności z inną - bardziej powszechną, że dobro zawsze zwycięża (proszę z tego nie wysnuwać żadnych wniosków ani a propos wyborów parlamentarnych, ani prezydenckich - byłyby przedwczesne, a poza tym wspomniana reguła ma przecież uniwersalny charakter).
Sceptyk mógłby odpowiedzieć, że jest raczej tak, jak w jednym z rozsyłanych mailem dowcipów: Dwie dziewczynki zrzucały cegły na przechodniów. Jedna dziewczynka była dobra, druga zła. Zła trafiła trzy razy, dobra osiem. I mógłbym dodać, że właśnie w tym sensie mądrość ludowa sprawdza się - a w każdym razie sprawdzała się - mniej więcej co cztery lata. Od reguły muszą być, oczywiście, wyjątki. Pytanie tylko, czy wreszcie będziemy mieć z wyjątkiem, a nawet ze zmianą reguł, do czynienia.
Zostawmy na boku spółki, w których najwięcej do powiedzenia ma Skarb Państwa. W innych obsada najwyższych stanowisk menedżerskich następuje w drodze wolnej elekcji - bezpośrednio (przez WZA) albo pośrednio (przez radę nadzorczą), co przypomina zresztą podstawowe funkcjonujące na świecie systemy wyboru głowy państwa. Podobieństwa na tym się nie kończą.