Cały ubiegły tydzień (podobnie jak kilka poprzednich) upłynął nam na śledzeniu kampanii wyborczej. Tym razem tylko prezydenckiej, ale niewielka to różnica, gdyż jest ona równie męcząca, jak parlamentarna. Tym bardziej że aktywni są ci sami ludzie. Teraz jest nawet trudniej, bo słyszy się coraz większe głupoty wypowiadane w celu zjednania sobie większej grupy wyborców. Frustrację powoduje także fakt mieszania się kampanii prezydenckiej z pracami formowania rządu, co skutkuje dziwnymi postulatami i programami. Niektórzy porywają się nawet na ich ocenę, ale wydaje się to mało efektywne. Nie znamy jeszcze programu rządu, czyli programu koalicji, ale propozycje każdego z jej uczestników.
Pozorny liberalizm
Kandydat na szefa rządu Kazimierz Marcinkiewicz przedstawił w ubiegły weekend swój plan, składający się z pięciu filarów. Na ile jest on swój, możemy się tylko domyślać. Uchodzący w PiS za liberała Marcinkiewicz rzuca hasłami, które tej opinii każą przeczyć. Z jednej strony mamy hasło "rozwój przez zatrudnienie", za którym idą propozycje zmierzające do obniżenia podatków, zmniejszenia kosztów pracy, ulgi w podatku dochodowym od osób prawnych i fizycznych, 18-proc. podatek dla małych i średnich przedsiębiorstw, ulgi na tworzenie miejsc pracy. Pojawiło się też hasło "przyjazne prawo gospodarcze" - uproszczone procedury, mniej licencji i koncesji, przywrócenie państwu sądownictwa gospodarczego. To rzeczywiście może uchodzić za działania mające na celu powiększenie wolności i sprawności w gospodarce. Z drugiej strony mamy propozycje, które jakoś do pierwszych dwóch pasują już mniej. Postuluje się powołanie Agencji Inwestycyjnej, która pachnie przyhamowaniem procesu prywatyzacji. Mamy wreszcie postulat odnoszący się do polityki pieniężnej, co samo w sobie jest zastanawiające, bo ta nie jest przecież domeną rządu. No i wreszcie coś, co od kampanii trudno oderwać - hasło budowy 3 mln mieszkań w osiem lat. Dla tego postulatu szkoda choćby tych kilku zdań...
Raport nie taki straszny...
Poświęćmy kilka chwil na to, co wydarzyło się w piątek w USA. O 14.30 naszego czasu opublikowany został raport o stanie rynku pracy we wrześniu. Przez większość uczestników rynku ta publikacja uchodzi za kluczową w miesięcznym cyklu publikacji danych makro. To w czasie podawania zmiany liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wahania cen aktywów oraz wartości amerykańskiej waluty są największe. Ten raport był wyczekiwany ze szczególną uwagą. Miał pokazać, jakie skutki dla gospodarki pociągnęła za sobą obecność dwóch poważnych huraganów Katrina i Rita.