Jeszcze przed rozpoczęciem notowań można było przypuszczać, że poniedziałkowa sesja nie będzie porywającym widowiskiem. Wprawdzie początek był lekko zachęcający, ale szybko gasnąca aktywność potwierdzała, że dalsze notowania będą udręką. Tak też się stało. Powodem znikomego zainteresowania handlem było wczorajsze święto w USA. Z okazji Dnia Kolumba nie działał tamtejszy rynek obligacji, a sesja na rynku akcji miała być zupełnie bez znaczenia i z niewielkim obrotem. Tym samym należało się spodziewać, że zostanie przez naszych graczy zignorowana.

Notowania wczorajszej sesji zakończyły się na poziomie minimum, co nie nastraja optymistycznie. Pesymizm widoczny jest także w wielkości bazy. Ta na koniec sesji przekroczyła 40 pkt po ujemnej stronie. Słabe nastroje sygnalizują, że niedźwiedzie mają ograniczony potencjał do zarobku. Jak już często powtarzałem, większość nie może zyskiwać. Można domniemywać, że spadek powoli się kończy.

Przebieg sesji skłania do stwierdzenia, że nie wniosła ona niczego nowego do ogólnego obrazu rynku. Tym bardziej przy tak małej aktywności. Wnioski sprzed weekendu pozostają nadal aktualne. Spadki

z poprzedniego tygodnia to tylko korekta trwającej hossy. Jest to pierwsza od miesięcy nieco większa przecena. Skala spadku nie czyni go automatycznie sygnałem zmiany trendu. By można było mówić o zmianie tendencji, potrzebny jest silny optymizm, na który cały czas czekamy. W ostatnim czasie baza tylko na jeden dzień przekroczyła wartość zero. Nie o taki optymizm chodzi. Wyrównanie notowań kontraktów z poziomem indeksu to zaledwie brak pesymizmu. O optymizmie będziemy mówić, gdy baza będzie przez dłuższy czas dodatnia. I to znacznie. Pocieszający jest wzrost LOP, który sugeruje polaryzację rynku, która zwykle skutkuje istotnym ruchem cen.