We wtorek rząd zatwierdził informację o skutkach ewentualnego nieprzyjęcia budżetu UE. To realny scenariusz, z uwagi na niechęć Wielkiej Brytanii (przewodniczy w tym półroczu pracom Unii) do negocjacji kompromisu. W I półroczu 2006 r. przewodnictwo obejmuje Austria. Zdaniem ekspertów, prawdopodobieństwo, że jej przywódcy wypracują kompromis satysfakcjonujący nowe kraje członkowskie, jest małe. W II półroczu 2006 r. szefowanie Unii przejmuje Finlandia, i to będzie już ostatni dzwonek, aby UE zawarła sensowny kompromis.
Analiza rządowa potwierdza ogólne przekonanie, że brak nowego planu finansowego skomplikuje pozyskiwanie funduszy unijnych przez Polskę. Eksperci rządowi podkreślają, że jedynymi pewnymi środkami, które gwarantuje prowizorium, są pieniądze na tzw. wydatki obligatoryjne. Chodzi głównie o dopłaty do produkcji rolnej i dopłaty bezpośrednie w rolnictwie. Kategoria ta uwzględnia ponadto środki na pokrycie kosztów administracji unijnej. W planowanym przez Komisję Europejską projekcie budżetu wydatki na Wspólną Politykę Rolną sięgały około 40% budżetu. Resztę stanowiły kwoty dla słabych regionów UE.
To zaś oznacza, że w przypadku Polski możemy liczyć na pewno na łącznie 15,9 mld euro w latach 2007-2013. Mieliśmy jednak nadzieję na ponad 93 mld euro (tyle zakładał odrzucony projekt KE). Teoretycznie, dojście do tej sumy jest możliwe. Okazuje się bowiem, że łączna pula wydatków Unii, możliwa do uzyskania mechanizmami prowizorium (czyli indeksacją kwot budżetu 2006 r. na kolejne lata w oparciu o prognozowane wzrost PKB i inflację oraz o zmiany w budżetach członkowskich), to około 860 mld euro. To niewiele mniej, niż zakładała w swoim projekcie Komisja (871,5 mld euro).
Problem w tym, że same prowizorium nie wystarczy, aby zapewnić dodatkowe kilkadziesiąt miliardów euro dla Polski. Do tego potrzeba dodatkowego porozumienia, jak wolne środki podzielić (musi być zawarte jednomyślnie). Zarazem wydatki na słabsze regiony (a więc tzw. polityka spójności) nie mają w prowizorium uprzywilejowanej pozycji. Rząd polski zwraca więc uwagę na ryzyko, że w najgorszym wypadku zamiast 93 mld euro, otrzymamy tylko 15,9 mld euro funduszy na rolnictwo.