PO przedstawi głównie swoje uwagi do finansowych możliwości wdrożenia reform PiS. - Proponowane przez tę partię ulgi podatkowe, zwiększenie nakładów na dożywianie dzieci, środków na alimenty, nakładów na świadczenia rodzinne, wydłużenie czasu pobrania świadczeń rodzinnych i emerytur będzie kosztować budżet około 30 mld zł - twierdzi Zbigniew Chlebowski, poseł Platformy. PO ma również wątpliwości, czy należy zakazać ZUS zadłużania na rynku komercyjnym. W takim bowiem przypadku niedobór Funduszu pokryć musi w całości budżet. W najgorszym wypadku oznacza to zwiększenie wydatków państwa o 7-10 mld zł.

Inne punkty zapalne w propozycji PiS to tanie kredyty na budownictwo mieszkaniowe. PO obawia się, że koszty stosownych dopłat sięgną 30 mld zł, a rezultat będzie daleki od planowanego (3 mln nowych mieszkań w kilka lat). - Nie negujemy pobudzania budownictwa przez dopłaty. Sądzimy jednak, że problem nie leży w popycie, ale w podaży. Obawiamy się, że zwiększenie kredytowania bez udogodnień dla inwestorów wywinduje tylko ceny mieszkań - tłumaczy poseł Łukasz Abgarowicz z PO. Tu o kompromis może być trudno. - Zależy nam na rozwoju budownictwa mieszkaniowego, bo może być ono kołem zamachowym gospodarki - odpowiada Wojciech Jasiński, poseł PiS.

Kolejną pozycją, która budzi wątpliwości Platformy, jest reforma służby zdrowia. PO obawia się, że powrót do finansowania opieki zdrowotnej przez budżet i likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia może oznaczać mniej efektywny podział pieniędzy między szpitale i przychodnie.

Z rozmów z politykami PO wynika, że partia chce odnieść się tylko do postulatów PiS. Nie planuje natomiast przedstawienia rzeczywistych kontrpropozycji. - To wymaga rozmów "sektorowych", a do takich jeszcze między nami nie doszło - tłumaczy jeden z ekspertów Platformy.

Reuters