Wczorajsza sesja była kolejną, która potwierdza, że rynek wchodzi w fazę, gdzie o zarobek faktycznie będzie bardzo trudno. Zmienność będzie tak duża, że ktoś, nie będąc wprawionym w grze, zostanie zmieciony niczym piórko na wietrze. Wcześniej pisałem, że czekam na panikę. Środowy spadek znamion takiej paniki nie miał. Tym bardziej, że w końcówce ceny rosły na małym obrocie. Za to wczorajszą sesję już można za panikę uznać.

W trakcie sesji ciężko było znaleźć moment na w miarę spokojne zakupy. Żadnych jasnych sygnałów kupna nie było. Przez znaczną część notowań przeszkadzała baza. Przed południem jej wartość skurczyła się do -15 pkt. Jak na ostatnie dni, to oznaka sporego optymizmu. To przeszkadzało w oczekiwaniu na wzrost cen, a zatem uniemożliwiało ewentualne zakupy. Później doszły do tego marne odbicia. Południowa konsolidacja przy minimach kazała przypuszczać, że spadek będzie kontynuowany.

Rynek wydaje się być w tarapatach. Spadają ceny i jakoś nie widać już chętnych do kupna. Kilka punktów brakuje do poziomu, który sprawi, że korekta od szczytu osiągnie wielkość 10%. Baza ponownie przekracza wartość 40 pkt po ujemnej stronie. Spada LOP. Całość sugeruje, że powoli pojawiają się warunki do zakończenia spadków. Nie wiem, czy już wczorajsze minimum będzie dołkiem korekty, czy też dopiero dziś go wyznaczymy. Sądzę, że skala spadku oraz panujące na rynku nastroje tworzą atmosferę przykrą dla posiadaczy długich pozycji, a tym samym umożliwiającą rozważenie powrotu właśnie do tych długich pozycji. Oczywiście, nie należy grać w ciemno. Aby wrócić na rynek, trzeba poczekać na jakiś choćby krótkoterminowy sygnał kupna. Pierwszym może być wyjście ponad wczorajszą konsolidację, czyli powyżej 2350 pkt.