Ostatnie dni na Wall Street upływają pod znakiem spadków. Przecenę napędzają obawy o konsekwencje dalszych podwyżek stóp procentowych przez Fed i wyniki spółek, w niektórych przypadkach rozczarowujące.
Spadki za oceanem doprowadziły do wygenerowania licznych sygnałów sprzedaży na głównych indeksach. W ciągu ostatnich pięciu dni S&P500 przełamał dwuletnią linię hossy, wybił się dołem z rocznego klina zwyżkującego oraz utworzył formację podwójnego szczytu z linią szyi na 1205,1 pkt. To wszystko są silne sygnały sprzedaży, które powinny przełożyć się na spadek przynajmniej do 1137,5 pkt (dołek z 20 kwietnia br.).
Jeżeli wierzyć analizie wykresu tygodniowego, gdzie długoterminowe negatywne dywergencje uzupełniane są sygnałami sprzedaży na podstawowych wskaźnikach, czy też przełamaną linią hossy, to spadek do 1137,5 pkt powinien stanowić pierwszy krok bessy. Bessy, która rozpoczęła się w 2000 roku, a dla której ostatnie trzy lata były tylko korektą (falą B).
Zupełnie w innym miejscu niż amerykańskie indeksy jest Nikkei. Po wybiciu na początku sierpnia górą z rocznego trendu bocznego 10 500-12 150 pkt, znajduje się on w zdecydowanym trendzie wzrostowym. W ostatnich pięciu dniach trend ten nieco wyhamował, ale wciąż nie można mówić o jego zakończeniu. Chociaż, jeżeli porównać średnie obroty na przestrzeni ostatnich trzech lat, to pod koniec września wyraźnie się podniosły, co mogłoby nawet sugerować kształtowanie się szczytu. To jednak za mało, żeby postawić tezę o końcu hossy. Takie twierdzenie byłoby uprawnione dopiero w momencie powrotu poniżej 12 150 pkt. Na razie jednak niewiele wskazuje na możliwość realizacji takiego scenariusza. Są natomiast sygnały, że w najbliższym czasie dojdzie do ataku na 14 500-14 800 pkt. Barierę podażową tworzy tam szczyt z maja 2001 roku oraz szesnastoletnia linia trendu spadkowego. Odbicie od tej bariery będzie drugą przesłanką do twierdzenia, że zapoczątkowana w kwietniu 2003 r. hossa zakończyła się i japoński rynek wraca do długoterminowej bessy.