Ubiegły tydzień był drugim z rzędu, kiedy ceny mocno zniżkowały. Korekta się pogłębiła, co sprawiło, że od szczytu oddaliliśmy się na 10%. Najbliższa przyszłość wydaje się jawić w ciemnych barwach, co widać choćby po wynikach ankiety WIGOMETRU (-25 pkt.). Czy faktycznie czeka nas już tylko spadek? O ile w perspektywie kilku miesięcy układ zmiennych jest dla nas zdecydowanie niekorzystny, to w perspektywie nieco bliższej, liczonej w tygodniach, tak źle być nie musi.
W jednym z tekstów po ostatnich spadkach przeczytałem, że "w ostatnich dwóch tygodniach znacznie zwiększyła się tzw. awersja wobec ryzyka. W konsekwencji kapitał - zamiast płynąć na rynki wschodzące - wraca np. do Stanów Zjednoczonych." Czy rzeczywiście jest to spowodowane awersją do ryzyka? Myślę, że awersja jest taka sama. Gdyby rynki wschodzące, uważane za bardziej ryzykowne, umożliwiały uzyskanie nadal takich stóp zwrotu, jak jeszcze parę tygodnie temu, to pewnie nic by się nie zmieniło. Problem w tym, że rynek jest dynamiczny. Stopa zwrotu z każdej inwestycji jest porównywalna do stopy zwrotu z inwestycji pozbawionej ryzyka. I tu właśnie tkwi problem. Ostatnie dni przyniosły zmianę w tej kategorii. Wzrosła stopa zwrotu wolna od ryzyka. Tym samym wielkość zysków z inwestycji ryzykownych jest teraz relatywnie mniejsza i już nie pasuje do akceptowanej przez inwestorów relacji ryzyko/zysk. Ta relacja jest stała i wynika z posiadanego przez danego inwestora poziomu awersji do ryzyka. To nie ta relacja się zmienia, ale wielkość zysków na danym poziomie ryzyka maleje. Oczywiście, musi to powodować alokację kapitałów w stronę inwestycji o korzystniejszej relacji ryzyko/zysk.
Konsekwencja globalizacji
Wróćmy do przytaczanego komentarza. "Uważam, że to nie koniec i w perspektywie kilku tygodni należy spodziewać się presji na spadki cen walut, obligacji i akcji. Jeśli chodzi o Polskę, to w dłuższej perspektywie jestem optymistą. Nasza gospodarka rozwija się i nie ma fundamentalnych powodów do ucieczki kapitału." Przyznam, że moja ocena koniunktury na naszym rynku akcji jest odmienna. Przypuszczam, że właśnie najbliższe tygodnie będą w miarę dobre, ale perspektywa miesięcy jest już mniej optymistyczna. Oczywiście, gospodarka ma szanse się rozwijać, choć na razie spotyka na poważną barierę w postaci braku inwestycji. Cały czas motorem wzrostu pozostaje eksport, który - mimo mniej korzystnego układu kursów - jakoś się trzyma. Niestety, raczej nie można liczyć na zbyt wielkie łagodzenie polityki pieniężnej, a tym samym pomoc ze strony RPP i niższych stóp procentowych raczej nie nadejdzie. Już obecnie układ rentowności papierów polskich i amerykańskich (czytaj wolnych od ryzyka) jest mniej korzystny niż choćby pół roku temu, a trzeba zauważyć, że trwa proces, który tę dysproporcję nadal zmniejsza. RPP nie może ciąć stóp procentowych bez oglądania się na możliwe negatywne skutki takich decyzji. Rosnąca rentowność papierów wolnych od ryzyka wymusza odpowiedni poziom naszych stóp. Nie żyjemy w próżni. To jest wynik globalizacji i otwarcia naszego rynku na obecność kapitałów zagranicznych. Te oceniają nasz rynek jako ryzykowny i nie można się na to obrażać, a raczej starać się, by ta ocena powoli się zmieniała na korzyść.
Inflacyjne przebudzenie