Kolejny sztorm tropikalny pojawił się w Zatoce Meksykańskiej i już wpłynął na notowania ropy naftowej. Wilmie daleko jeszcze do huraganu - wczoraj wiała z prędkością zaledwie 40 mil, czyli ok. 65 km na godzinę. Ale jak ostrzegają służby meteorologiczne, z godziny na godzinę będzie się umacniać.
Po dwóch huraganach, po których wydobycie ropy w rejonie Zatoki Meksykańskiej wciąż jest o jedną trzecią niższe od notowanego w normalnych warunkach, rynek nie przejdzie wobec kolejnego potencjalnego zagrożenia obojętnie. Tym bardziej że zbliża się sezon grzewczy i zapotrzebowanie na paliwa znów mocno pójdzie w górę. Wczoraj w Nowym Jorku za baryłkę ropy płacono 64 USD, o 2,2% więcej niż w piątek. Według analityków, nie ma szans, by w ciągu najbliższych miesięcy notowania mogły zejść poniżej granicy 60 USD. W górę poszły wczoraj też notowania gazu ziemnego (o 3,5%), oleju opałowego i benzyny.
Wyższe ceny surowców energetycznych wzmogły obawy o wzrost inflacji na świecie, a to z kolei wpłynęło na najwyższą od tygodnia zwyżkę cen złota. Za uncję płacono 476,7 USD.
Po raz pierwszy od czterech sesji wzrosły też wczoraj ceny miedzi. Za funt metalu, który w środę był najdroższy w historii notowań na giełdzie w Nowym Jorku (1,838 USD), płacono 1,794 USD, o 2,2% więcej niż w piątek. Jedną z przyczyn było obniżenie się zapasów monitowanych przez Giełdę Metali w Londynie.
W efekcie wskaźnik CRB Futures, obejmujący kontrakty terminowe na ogółem 19 surowców i towarów z giełd w Nowym Jorku i Chicago, zyskiwał wczoraj około 1%. W ujęciu piątek do piątku wzrósł 0,7%.