Sprawa Refco, największego niezależnego (od dużych banków inwestycyjnych) domu maklerskiego specjalizującego się w obrocie surowcami, wypłynęła w poprzednim tygodniu. Okazało się, że szef Refco Philip Bennett ukrył 430 mln USD długu, z którym zalegał firmie. Bennett został urlopowany, a w chwilę później aresztowany i oskarżony o defraudację.

Wydarzenia potoczyły się w ekspresowym tempie i już w poniedziałek wieczorem Refco, które zaledwie dwa miesiące temu zadebiutowało na giełdzie w Nowym Jorku, ogłosiło upadłość i poprosiło ochronę przed wierzycielami. Równocześnie dogadało się też z nowojorską firmą inwestycyjną J. C Flowers w sprawie odsprzedaży kluczowej części spółki - oddziału specjalizującego się w pośrednictwie w handlu na rynku futures. Refco ma otrzymać 768 mln USD. Niewykluczone jest jednak, że do gry o przejęcie włączą się inne podmioty - m.in. fundusz inwestycyjny kontrolowany przez rząd Dubaju.

Zanim zaczęły się kłopoty, Refco działało w 14 krajach, zatrudniało 2,4 tys. pracowników i obsługiwało ponad 200 tys. rachunków inwestycyjnych. Według "Wall Street Journal", od czasu ujawnienia skandalu z oddziału zajmującego się rynkiem futures inwestorzy wycofali co najmniej jedną piątą z powierzonych aktywów, wartych 4,1 mld USD.

Reuters, Bloomberg