Remisowe wyniki wyborów i przedłużające się negocjacje w sprawie utworzenia rządowej koalicji sprawiły, że niemieccy inwestorzy nie byli pewni, jak dalej potoczą się wydarzenia i jakiej polityki gospodarczej mogą oczekiwać. W nowym parlamencie partie chadeckie CDU i CSU mają 226 mandatów, a SPD 222. Po trzech tygodniach niekiedy burzliwych rokowań zdecydowano się na utworzenie tzw. wielkiej koalicji i oba ugrupowania będą rządzić razem. W nowym rządzie aż osiem resortów dostała SPD. Taką cenę musieli zapłacić chadecy za stanowisko kanclerza dla swojej szefowej Angeli Merkel.
Przy takim kształcie nowego gabinetu i takim układzie sił w parlamencie pani kanclerz może nie być w stanie wprowadzić zapowiadanych redukcji podatkowych ani zliberalizować kodeksu pracy w celu zmniejszenia bezrobocia w Niemczech, wciąż bliskiego powojennego rekordu. W każdym razie polityka podatkowa i budżetowa nowego rządu wciąż jest w fazie negocjacji.
Sceptycyzm co do reformatorskich możliwości koalicyjnego gabinetu niemieccy inwestorzy instytucjonalni i analitycy wyrazili w comiesięcznej ankiecie przeprowadzonej przez Ośrodek Europejskich Analiz Gospodarczych ZEW. Obliczany na jej podstawie indeks zaufania inwestorów wprawdzie wzrósł do 39,4 pkt, z 38,6 we wrześniu, ale ekonomiści spodziewali się zwyżki do 42 pkt. Za poprawą nastrojów przemawiały pewne oznaki ożywienia gospodarczego, do czego przede wszystkim przyczyniło się osłabienie euro, poprawiające konkurencyjność niemieckich towarów za granicą. W rezultacie eksport, który od ponad roku jest głównym motorem wzrostu gospodarczego w Niemczech, w sierpniu powiększył się o 3,5%.
Słabsza waluta zmniejsza też jednak odporność niemieckiej gospodarki na wysokie ceny ropy naftowej i gazu ziemnego, co grozi wyższą inflacją. We wrześniu ceny produkcyjne wzrosły o 4,9% w stosunku rocznym, najbardziej od kwietnia 2001 r. Groźba inflacji może skłonić Europejski Bank Centralny do podniesienia stóp procentowych, a taka perspektywa też nie poprawia nastrojów inwestorów.
Bloomberg